-

MarekBudzisz

Główny cel Moskwy – jak osłabić jedność kolektywnego Zachodu.

Dziś (11.07) rozpoczyna się w Brukseli kolejny szczyt państw NATO, który jest w Moskwie, co zrozumiałe, uważnie obserwowany. Zwłaszcza, że w poniedziałek prezydenci Trump i Putin spotkają się w Helsinkach. Od razu trzeba ostudzić ewentualne nadzieje i obawy, Moskwa nie spodziewa się przełomu, choć, jak argumentują rosyjscy analitycy, pierwszy ważny krok w stronę normalizacji a następnie poprawy relacji może być poczyniony. 

    Jednym słowem czeka nas politycznie gorący koniec tygodnia i początek następnego. Warto też obserwować, w jaki sposób pracuje rosyjska machina narracyjna, bo to, że pracuje pełną parą nie ma żadnych wątpliwości. Mundial jest tutaj dobrym pretekstem – wczoraj był w Rosji prezydent Francji, a dziś pojawi się tak kolejny znany kibic piłkarski, czyli premier Izraela. Można przypuszczać, że, pamiętając postawę Londynu wobec perspektywy powstania państwa żydowskiego w Palestynie, będzie kibicował Chorwacji, ale to tylko moje przypuszczenia.

    W niedawnym wywiadzie prasowym dla Agencji Interfaks szef NATO, były norweski premier Stoltenberg, trafnie zauważył, że cała czwórka uczestników półfinałów mistrzów w footballu, to państwa Sojuszu i to ma świadczyć o potędze aliansu. Od długiego już czasu mówi się, że sport jest jednym z najlepszych narzędzi soft power, jakim dysponują demokratyczne rządy. Gdyby iść tym torem myślenia to pozycja Francji w NATO rośnie, o naszej lepiej nie wspominać. Tym bardziej, że pod koniec czerwca francuski parlament przyjął ustawę wdrażającą program modernizacji armii w latach 2019 – 2025, która przewiduje ponadto podniesienie wydatków na wojsko do pożądanego poziomu 2 % PKB. Już w tym roku, jak z zadowoleniem informowała media francuska minister obrony Florence Parly wydatki wzrosną o 1,7 mld euro. Francuzi wydają obecnie w NATO (oczywiście nie licząc Stanów Zjednoczonych) na obronę najwięcej i wydaje się, że ich wpływ na politykę sojuszu będzie wzrastał, również i ze względu na słabnącą pozycję Londynu i osobisty konflikt na linii Trump – Merkel. Dla Polski, zwłaszcza znając skłonność Francuzów do dawania rad innym, aby ci siedzieli cicho, kiedy oni mówią, nie jest to dobra wiadomość. Ale trudno też nie zauważyć, że konsekwencją naszej polityki rozgłaszania sukcesu polskiej gospodarki i jednoczesnego podkreślania zagrożenia ze strony agresywnej polityki Moskwy winno być podniesienie wydatków na modernizację sił zbrojnych, nawet powyżej poziomu 2 %. Bo w przeciwnym razie narazimy się na zarzut, nazwijmy to delikatnie pewnej niezborności słów i czynów. Tak jak to w niedawnym wywiadzie prasowym powiedział dowodzący rosyjską flotą na Bałtyku, który w chwili szczerości oświadczył, że po prostu nie rozumie, dlaczego Warszawa mając i pieniądze i wynegocjowane umowy nie jest w stanie kupić od Francuzów nowoczesnych łodzi podwodnych. Jego to nie martwi, ale po prostu nie rozumie takiej postawy.

    Warto zwrócić jednak uwagę na fakt, co zresztą nie jest żadną tajemnicą, że szczycie NATO jednym z zasadniczych kwestii będzie poziom wydatków państw – członków na zbrojenia. Amerykański prezydent skierował, jak informują tamtejsze media, osobiste listy do przywódców tych państw, które zdaniem Waszyngtonu wydają na ten cel zbyt mało. Publicznie krytykował Niemcy, wydające 1,2 % PKB. Media spekulują też, że w razie zaostrzania się sporu Amerykanie mogą nawet podjąć decyzję o wycofaniu swych sił zbrojnych z Rammstein. Są to sprawy znane i nie ma sensu poświęcać im nadmiernej uwagi, zwłaszcza, że żadne decyzje w najbliższej przyszłości nie zapadną. Z pewnością państwa NATO, bo to już uzgodniono wcześniej, postanowią o utworzeniu dwóch nowych dowództw – jedno ma być zlokalizowane na terenie Stanów Zjednoczonych i odpowiadać za ochronę Atlantyku, drugie w niemieckim Ulm i zajmować się logistyką, czyli póki, co o żadnych redukcjach obecności nie ma mowy. Jak informował w przywoływanym już wywiadzie Stoltenberg, i potwierdzała to reprezentująca Stany Zjednoczone przy kwaterze głównej Kay Bailey Hutchison, państwa członkowskie poprą holenderską inicjatywę stworzenia „natowskiego Schengen”, czyli systemu regulacji, które umożliwią szybki przerzut oddziałów wojskowych między państwami i zniwelują spowalniającą praktykę europejskiej biurokracji. Ale, jeśli już o listach mówimy, to trzeba przypomnieć, że szef Pentagonu James Mattis napisał niedawno przesłanie do swego brytyjskiego kolegi Gavina Williamsona, w którym przestrzega go, że jeśli Londyn nie wycofa się z planów redukcji budżetu wojskowego, to jego kraj „utraci status światowej potęgi militarnej”. Problem wszakże w tym, że po dymisji ministra spraw zagranicznych Johnsona, na jego miejsce przyszedł były minister zdrowia Hunt, który jest autorem polityki, do której przekonał premier May, zwiększenia, kosztem właśnie cięć w budżecie resortu obrony, wydatków na ochronę zdrowia. Zobaczymy, jaką postawę zajmie Londyn w najbliższym czasie. Równie kłopotliwą może być postępowanie nowego gabinetu włoskiego. Rzym oświadczył niedawno, że nie będzie już w przyszłości kupował amerykańskich myśliwców F-35, mało tego, zastanawia się jak wycofać się z już zawartego kontraktu.

    Równie nieprzyjemną z punktu widzenia Waszyngtonu postawę utrzymuje Berlin. W odpowiedzi na wezwania zwiększenia wydatków na obronę federalna minister Ursula von der Leyen powiedziała na konferencji prasowej, że choć Niemcy wydają obecnie marne 1,2 % swego PKB („marne” to moje określenie, w praktyce to i tak 4 razy więcej niźli my), to trzeba zwracać uwagę na to czy pieniądze wydaje się efektywnie. I Niemcy to robią, w związku z tym nie muszą i nie mają zamiaru podporządkowywać się dyktatowi płynącemu z Waszyngtonu. Powiedziała też, że gdyby mierzyć zaangażowanie w sprawy światowe wielkością kontyngentów wysyłanych na rozmaite misje pokojowe, to Berlin jest w tej dziedzinie prymusem i nie dostrzega potrzeby zmiany swojej polityki. I dodała też, że Berlin nie zwiększy swego budżetu wojskowego tylko po to, „aby się przypodobać Waszyngtonowi.” Wydaje się, że prócz kwestii natury politycznej mamy też do czynienia z szorstkimi relacjami osobistymi. Nie jest tajemnicą, że Trump nie lubi Merkel, zresztą z wzajemnością, a po ostatnim szczycie państw G 7, chyba również z premierem Kanady nie będzie mu się łatwo rozmawiało. A w polityce prócz interesów pewne znaczenie mają też zwyczajnie relacje międzyludzkie. Nie jest to dobra wiadomość, bo Kanada jest państwem, które chyba najsilniej wspiera NATO-wskie aspiracje Ukrainy, a ostatnio dyplomacja tego kraju zaproponowała Warszawie wsparcie w kwestii odzyskania z rąk Moskwy wraku. Premier Estonii, w opublikowanym w poniedziałek artykule prasowym poinformował, że na rozpoczynającym się szczycie zapadną decyzje w sprawie zwiększenia obecności sił szybkiego reagowania w państwach bałtyckich, a na Łotwie utworzone zostanie dowództwo dywizji, która otrzyma nazwę Północ. Pod koniec ubiegłego tygodnia podpisano też porozumienia między formalnie nadal neutralnymi państwami Północnej Europy (Szwecja i Finlandia) a NATO o rozpoczęciu współpracy w zakresie ochrony przeciwlotniczej. Kilka dni wcześniej media informowały o zwiększeniu natowskiego kontyngentu na północy Norwegii. Nie jest to skokowy wzrost, chodzi o raczej o gest symboliczny i wywarcie pewnej presji na Moskwę. W podobny sposób odczytywać należy rozpoczynające się właśnie manewry Sea Breeze na Morzu Czarnym, w którym uczestniczą, prócz sił zbrojnych Ukrainy, również okręty NATO, w tym i Stanów Zjednoczonych. Najprawdopodobniej Macednonia zostanie oficjalnie zaproszona do NATO.

    Rosyjskie media zwracają uwagę na fakt, że w odpowiedzi na niedawne zastanawiające wypowiedzi amerykańskiego prezydenta w kwestii udziału Rosji w G 7 oraz statusu Krymu, europejskie państwa sojuszu przygotowały projekt rezolucji, czy raczej stanowiska Paktu, w którym podkreśla się zagrożenie w związku z destabilizującą polityką Rosji. Tym nie mniej, trochę po to, aby wyjść naprzeciw deklaracjom Trumpa o potrzebie dialogu z Moskwą, a trochę, a może bardziej w związku ze stanowiskiem niektórych państw – członków, zmienia się ton publicznych wypowiedzi. W swych wystąpieniach, ale także w wywiadzie dla Agencji Interfaks Stoltenberg wielokrotnie podkreślał wagę wzajemnej komunikacji. Mówi się nawet o wznowieniu formatu Rosja – NATO. Rosjanie już od jakiegoś czasu mówią o tym, że niezależnie od tego jak bardzo strony się w swych stanowiskach różnią to trzeba rozmawiać. Teraz, w przeddzień szczytu NATO i spotkania w Helsinkach ukazuje się spora liczba wspólnych oświadczeń, których istota w gruncie rzeczy sprowadza się do wezwań w sprawie ożywienia dialogu. Mamy do czynienia zarówno z artykułami prasowymi sygnowanymi przez analityków z Rosji i Zachodu, jak i większymi wystąpieniami, pod którymi podpisało się kilkanaście osób. Jednak ton tych wystąpień jest dość podobny – nie ma perspektywy resetu, ale w szczegółowych kwestiach, takich jak np. porozumienia w sprawie rakiet średniego zasięgu, czy uregulowania sytuacji w Syrii, tu trzeba rozmawiać i dążyć do porozumienia. Rosjanie uważają dziś, że jak to określają „rosyjski straszak” jest jednym z głównych spoiw jedności transatlantyckiej. I to, co trzeba zrobić w pierwszym rzędzie, to rozładować te napięcia. Bo jeśli Rosja nie będzie postrzegana jako zagrożenie a stanie się państwem z którym normalnie się rozmawia i można w pewnych sprawach (zaznaczmy od razu nie w tych z punktu widzenia rosyjskich interesów ważnych) dogadać, to jakie będzie spoiwo, które łączy państwa NATO? Temu przede wszystkim ma służyć Mundial – pokazaniu, że w gruncie rzeczy, mimo pewnych różnic Rosja jest sympatycznym europejskim krajem. Po drugie, rozmowy, spotkania, a nawet porozumienia w szczegółowych „technicznych” kwestiach ośmieli te środowiska na Zachodzie, a jest ich niemało, które chciałyby wrócić do formuły bussines as usual. W dłuższej perspektywie osłabi to jedność kolektywnego Zachodu i pozwoli Moskwie znów wrócić do gry.



tagi:

MarekBudzisz
11 lipca 2018 11:40
19     3005    19 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Grzeralts @MarekBudzisz
11 lipca 2018 12:00

Pytanie, czy to nie są takie sobie pogaduszki, bo i tak wszyscy patrzą na Chiny?

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @MarekBudzisz
11 lipca 2018 12:14

Szanowny Autorze, to wszystko bluff. Tzw.  napięcia między Rosją a USA to echjanizm generujacy popyt na uzbrojenie produkowane przez ww. państwa ( i kilka innych potentatów rynku zbrojeniowego). Stan rwałego pokoju zagraża zapscią na tym rynku, zatem zabawa w gonieniu króliczka ( o nazwie pokój i odpręzenie) będzie trwać bez końca. Jednym dla uzasadnienia zakupów u państwa hegemona potrzebny jest strach przed Rosją (nie bede wymieniał po "nazwisku" tych klientów), a innym strach przed zachłannym imperializmem USA.

Utrzymywanie tego strachu na zadowalajacym przemysł zbrojeniowy poziomie lezy w interesie zaeróno Rosji jaki USA.

Ja rozumiem, że dla analityków i politologów ww. wyjaśnienie jest za proste i zbyt mało skomplikowane, nie pozwalające im na dogłębne teoretyzowanie.

Ale to nie mój problem.

zaloguj się by móc komentować

saturn-9 @MarekBudzisz
11 lipca 2018 13:01

Chciałem sobie sprawdzić te namiary na 1,7 mld euro i 2% PKB.  Jakaś cisza w sieci. Po polsku oprócz pańskich przyczynków nic. Pan będzie łaskaw podzielić się namiarami? Jak top secret to przepraszam, że pytam.

W sumie ciekawe wywody ale skąd takie tasiemcowo długie akapity? Czy to  nasza rodzima środkowoeuropejska tradycja, nieznośna gangrenowatość akademickiej "niezborności słów" i klawiszy?

... Londynu i osobisty konflikt na linii Trump – Merkel.

Żeby nie było, że saturn na destrukcyjnych obrotach ... Załączam namiar na fotki ze spotkania G7.

Wymowne pozy możnych tego świata: czyli wyniesiony do władzy fircyk  plus jeden stargany życiowymi sukcesami blondyn  a między frontami zmęczona władzą, bezdzietna kobieta.

[trzecia fotka za Joschką Fischerem]       W tej galerii więcej momentów.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-osiejuk @MarekBudzisz
11 lipca 2018 13:03

Fantastyczny tekst. Bardzo ciekawa analiza i co najważniejsze, to sie naprawdę da czytać. Będę wracał.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-osiejuk @saturn-9 11 lipca 2018 13:01
11 lipca 2018 13:04

Załatwię Ci to, żebyś stąd wyleciał.

zaloguj się by móc komentować

S80 @MarekBudzisz
11 lipca 2018 13:34

Istotna jest struktura wydatków, samo 2% to taki lekki slogan, ważne jest, i na to zwraca się uwagę, jak wydawane są te pieniądze, na co, na sprzęt itp. czy np. na socjal. Francja słynie z wysokich kosztów i z drogiego, niekoniecznie nowoczesnego, sprzętu produkowanego we własnych zakładach, to duże pole do popisu - przy konsumpcji "wzrostu wydatków do poziomu 2%".

"winno być podniesienie wydatków na modernizację sił zbrojnych, nawet powyżej poziomu 2 %."

przecież Polska już to robi w 2020 - 2,2% do 2030 - 2,5%.

A czytelną gierkę tego cudacznego ruskiego generała z Bałtyku, z troską sprzedającego nam akurat "nowoczesne francuskie łodzie podwodne" to mógłby pan sobie darować, albo opatrzyć chociaż złośliwym komentarzem, bo brzmi jak bezmyślny (z pana strony) rezon.

zaloguj się by móc komentować



krzysztof-osiejuk @krzysztof-osiejuk 11 lipca 2018 13:37
11 lipca 2018 13:39

Do Gabriela!

W pierwszym momencie gdy Budzisz się tu pojawił, byłem pewien, że A-Tem będzie próbował go stąd wykurzyć. Prosze Cię, nie pozwól na to.

zaloguj się by móc komentować

MarekBudzisz @S80 11 lipca 2018 13:34
11 lipca 2018 14:43

Proszę jednak zwrócić uwagę na fakt, że w "żywym pieniądzu" to jest raptem jakieś 10 mld dolarów przy PKB ok. 500 mld. Rosja przeznacza na zbrojenia ok. 80 mld, przy gospodarce 1500 mld. Dysproporcja się pogłębia z każdym rokiem. Jest oczywiście kwestia efektywności, ale nawet gdyby założyć, że jesteśmy dwa razy bardziej efektywni niż Rosjanie, a nie jesteśmy, to musielibyśmy podwoić nasze wydatki. Nie robimy tego, tylko zapowiadamy, mimo, iż szczycimy się najszybszym wzrostem gospodarczym w Europie.

 

 

zaloguj się by móc komentować

tomciob @MarekBudzisz
11 lipca 2018 16:34

Witam.

Cieszę się, że pojawił się Pan w SzkoleNawigatorów bo w S24, choć czytam Pańskie wpisy stale nie mogę komentować.  Chciałem przede wszystkim pogratulować bardzo ciekawej rozmowy z Gospodarzem portalu promującej książkę. Chyba się skuszę aby ją przeczytać. W rozmowie jak to w rozmowie padają jednak różne argumenty, nazwiska i skojarzania. Od razu powiem, że niektóre dały mi trochę do myślenia. Myśle tu przede wszystkim o pewnym dydaktyku uczelni wojskowej, która zastąpiła utworzoną w 1946 r. Warszawie na Bielanach szkołę kształcącą kadrę dla wojska powojennej Polski. Ponieważ jednak wszyscy, czy nam się to podoba czy też nie, jesteśmy dziećmi tamtego czasu przyjmuję to nazwisko z "dobrodziejstwem inwentarza." Zaskoczyła mnie również Pańska przedostatnia notka w S24. Trochę nie wierzę w te szczere i sympatyczne intencje rosyjskiej dziennikarki nie mniej przyjąłem tekst z powagą. I choć powiem szczerze, że wolałbym porozmawiać o ciekawych wątkach gawędy promującej książkę odniosę się do tekstu notki. Jest oczywiste że polskie 2% PKB z tendencją do 2,5% ma się nijak do rosyjskiego 5,3% wydatków na zbrojenia. Właśnie niedawno oddano do użytku w Rosji potężny lodołamacz "Aleksander Sannikow" pierwszy zbudowany w ramach nowego programu "Czas Arktyki" do obsługi Północnej Drogi Morskiej. Drugi ma być w październiku. Taki statek to konkret i robi na mnie wrażenie. Kudy nam do takich przedsięwzięć ale... naszym atutem i jednocześnie przekleństwem jest położenie geograficzne. Nijak go wykluczyć ani pominąć. Nakładając na to info z rozmowy o wieloletnim stylu rosyjskiej polityki wspierającej państwa i kontrolę nad ich rządami, a nie podział i szukałbym raczej wpływu Rosji na tzw. Zarząd Europy, a ten raczej kontrolują Niemcy i tu kółko się zamyka. Rosyjskie wpływy w Niemczech są głównym zadaniem polityki Rosji na europejskim rynku politycznym. W tym kontekście zastanawia postawa Trumpa forsującego gwałtowne zwiększenie wydatków zbrojeniowych państw Europy. Gwałtownie to można zejść z tego świata, a wydatki w gospodarce planuje się w okresach 5-10 letnich. Postawa Trumpa jest więc elementem mocnego nacisku politycznego, a nie faktycznym oczekiwaniem. I tu dochodzimy do stosunków amerykańsko-rosyjskich. Jak wiemy na politycznej mapie świata są jeszcze Chiny. Więcej nawet niedawno ich okręty (nie wpuszczone do polskich portów) ćwiczyły z Rosjanami na Bałtyku. Po co? Dlaczego na Bałtyku? Stale rosnąca potęga Chin jest wyzwaniem dla USA ale w kontekście Syberii i wschodniej części Rosji może być również wyzwaniem dla Rosji. Stąd reset USA-Rosja wcale mnie nie dziwi (stosunek zagranicznych baz 200-1 już tak). Gdzie w tym wszystkim Londyn? Ano na meczu Anglia-Chorwacja, a ja wcale bym się nie zdziwił gdyby jednak premier Izraela kibicował Anglii. A tak w podzięce za Brytyjski Mandat Palestyny, z którego w konsekwencji utworzono współczesny Izrael.

Dziękuję za notkę i pozdrawiam

zaloguj się by móc komentować

Caine @MarekBudzisz
11 lipca 2018 17:12

Chinom, w razie potrzeby, się zawali Tama Trzech Przełomów. Podkładka już jest, zniknięte rzekomo z Internetu opracowanie duńskiego hydrologa.

W razie wyższej konieczności i procesy geologiczne mogą ulec gwałtownemu przyspieszeniu.

zaloguj się by móc komentować

Caine @MarekBudzisz
11 lipca 2018 17:13

Oczywiście, post kierowałem do tomciob

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @MarekBudzisz
11 lipca 2018 18:06

Cieszę się, że Pan się zdecydował. Mamy już logo nowej serii książek o Rosji, dziś je dostałem. Niech się Pan nie przejmuje trolami, co jakiś czas prowadzę tu akcję dyscyplinującą

zaloguj się by móc komentować

wierzacy-sceptyk @MarekBudzisz
11 lipca 2018 21:35

Nie mam jeszcze pańskiej książki, ale na pewno będę ją miał. Ciekawe że wysłuchanie wywiadu z panem odebrałem jako dużo bardziej interesujące niż czytanie notek. Zwykle wolę czytać niż słuchać, a tym razem jest inaczej:)

zaloguj się by móc komentować

Paris @saturn-9 11 lipca 2018 13:01
11 lipca 2018 22:02

Swietna ta galeria...

... a miny i ujecia tych  KANALII  super...  no i te okreslenia  "starganego zyciowymi sukcesami" blondyna oraz "zmeczonej wladza, bezdzietnej kobiety"...  BEZCENNE  !!!

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @MarekBudzisz 11 lipca 2018 14:43
12 lipca 2018 08:53

wzgledne (relatywne, albo wyrazone w procentach) przyrosty PKB to propagandowy humbug.

Powiedzmy że PKB za rok wyjściowy, do którego policzymy przyrost PKP, wynosił hipotetycznie:

Etiopia  100

Polska  1000

Niemcy 10 000

a w roku kolejnym PKP wyniosło:

Etiopia 110

Polska 1050

Niemcy 10200

wówczas przyrost PKB będzie wynosił odpowiednio: Etiopia  - 10%, Polska - 5%, Niemcy - 2%.

Natomiast w liczbach bezwzględnych róznica pomiędzy gospodarkami ww. państw mierzona całkowitym wolumenem PKB będzie rosła.

Etiopia  -  Polska  z 900 do 940  i odpowiednio Polska  -  Niemcy  z 9000 do 9150.

Mozna oczywiscie policzyć, czy przy utrzymaniu wskaźników wzrostu z tego hipotetycznego przykładu, wolumen ten się kiedykolwiek wyrówna, ale to juz samodzielnie.

 

zaloguj się by móc komentować


Magazynier @MarekBudzisz
13 lipca 2018 12:09

Świetny tekst. Plus. Tak samo pana wywiad udzielony Gabrielowi. 

Ponieważ trudno pominąć w tej grze budżetów i banków, chcę się zapytać na ile liczy się, i na ile jest ważny, kontakt Putina z City. Podobno był nawet członkiem zarządu. Tok tej gry wskazuje na daleko idącą autonomię organizacji politycznych. Zapewne są obszary w których główni beneficjenci City mają wpływ na graczy politycznych, a są takie, w których są zależni od nich. Mimo iż Rotschildowie i inni uczestnicy globalnej gry finansowej spoczywają sobie w bezpiecznym dystansie od tych rozgrywek (Rosja-Nato), to raczej cały czas liczą na zyski. 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować