-

MarekBudzisz

Jesień oligarchów?

Na początku tygodnia pisałem, że w trakcie wizyty w Kiszyniowie rosyjskiego wicepremiera, „nadzorującego” też Mołdawię Dmitrija Kozaka, padła z jego ust zaskakująca i zastanawiająca deklaracja o potrzebie współpracy prorosyjskiej partii tamtejszych socjalistów, której nieformalnym liderem jest prezydent Dodon, z proeuropejskim, konserwatywno – liberalnym blokiem ACUM. Rosyjska prasa zaraz potem informowała, że Dodon jest sceptyczny wobec takiego rozwiązania, ale teraz, zapewne po tym jak rozmawiał przy okazji szczytu w Petersburgu z najważniejszymi ludźmi w Rosji wydarzenia bardzo przyspieszyły. Otóż zawarto koalicję między Socjalistami a ACUM. Przewodnicząca tej pierwszej formacji Zinaida Greczenija została przewodniczącą parlamentu, a liderzy formacji ACUM objęli stanowiska w rządzie. Maja Sandu została premierem, a jej polityczny partner Andriej Nastase ministrem spraw wewnętrznych. Ludzie oligarchy Płachotniuka kontrolujący do tej pory państwo nie mają, póki co, zamiaru ustępować. Zmajoryzowany przez nich Sąd Konstytucyjny ogłosił, iż parlament został wybrany nielegalnie, a w związku z tym nie miał prawa powoływać rządu (to, że wybory miały miejsce w lutym, jak widać nie zmienia optyki „sędziów”), a na dodatek zawieszony został mołdawski prezydent, a na jego miejsce powołano Pawła Filipa (jako pełniącego obowiązki), który jest jednym z głównych polityków Partii Demokratycznej. Jednym z pierwszych posunięć było ogłoszenie przedterminowych wyborów na 6 września. Możemy mieć zatem do czynienia z powtórką scenariusza z Wenezuelii, tylko w odwróconym porządku.

Co warto jeszcze odnotować? Przede wszystkim to, że do mołdawskiego parlamentu, który głosował za powołaniem nowego rządu przybyli przedstawiciele dyplomatyczni zarówno Rosji, jak i Stanów Zjednoczonych oraz Unii Europejskiej. Nie ulega zatem wątpliwości, i tak to zostało odebrane, że był to wyraz poparcia dla tego co się stało. Dyplomaci mogli na bieżąco obserwować rozwój wydarzeń, również i to, że zwolennicy poprzedniego rządu (Partia Demokratyczna) wyłączyli w parlamencie światło, trzeba było więc debatować po ciemku. Jednym z warunków tej dość niecodziennej, by nie rzec egzotycznej koalicji, było podpisanie dokumentu, którego domagali się polityce ACUM, przewidującego „deoligarchizację” kraju. Nawiązanie, przynajmniej na poziomie retoryki, do tego co zapowiedziano na sąsiedniej Ukrainie, jest oczywiste. Występujący z trybuny parlamentu nowy szef tamtejszego MSW – Andriej Nastase oświadczył, że siły polityczne, które się porozumiały nie uznają decyzji Sądu Konstytucyjnego, jak i samego sądu, a zasiadający w nim „sędziowie” zostaną osądzeni przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Mniejsza o to czy jurysdykcja tej instytucji obejmuje sprawy tego rodzaju. Idzie w tym wszystkim o coś zupełnie innego, a mianowicie o wyraźne odwołanie się do poparcia Unii Europejskiej i faktyczne informowanie opinii publicznej, że się takowym dysponuje.

Sprawy są w toku. W Kiszyniowie w miejscach publicznych najprawdopodobniej będą miały dziś miejsce demonstracje i wszystko może się jeszcze zdarzyć. Trzeba mieć nadzieję, że nowe porozumienie polityczne sprawnie przejmie władzę, a walka z układem oligarchicznym, w gruncie rzeczy o kryminalnym charakterze będzie nie tylko deklarowana, ale również rzeczywista.

Trzeba zwrócić uwagę na to, że dotychczas część opinii publicznej Mołdawii, zwłaszcza politycy związani z ACUM, oskarżali prezydenta Dodona nie tylko o niebezpieczny dryf, czy nawet zwrot w stronę Moskwy (bardziej w wymiarze symbolicznym niźli realnym, bo w Mołdawii zakres władzy prezydenta nie jest wielki), ale przede wszystkim o to, że jest sojusznikiem Płachotniuca, że w istocie wspiera zbudowany przez tego pierwszego reżim i obydwaj są „poukładani”. Te oskarżenia miały realne podstawy i najprawdopodobniej Dodon nie dokonałby zwrotu, gdyby nie wyraźne dyspozycje Moskwy. A to oczywiście wiąże się z niedawną wizytą Kozaka.

Ale trzeba też odnotować co innego. Otóż przy okazji wizyty rosyjskiego wicepremiera nadzorującego w rządzie kompleks energetyczny prezydent Dodon, powiedział, że Mołdawia „nigdy nie zapłaci Rosji długu gazowego”. Chodzi o kilka miliardów dolarów (dokładnie 6,5 mld) należności, które formalnie ciążą na Kiszyniowie, ale faktycznie chodzi o gaz dostarczany przez Rosję do nieuznawanej „republiki Naddniestrza”. Obecnie realnie rysuje się perspektywa, że gazu po prostu nie będzie. Z tego przede wszystkim powodu, iż z końcem roku wygasa rosyjsko – ukraińska umowa tranzytowa i jeśli nie zostanie przedłużona, jeśli dostawy zostaną wstrzymane, to Tyraspol zostanie bez gazu. A to oznacza katastrofę gospodarczą i polityczną dla tamtejszych władz. Mołdawscy socjaliści między innymi dlatego są prorosyjscy, bo uważają, że bez zgody Moskwy, bez zielonego światła tam zapalonego, zjednoczenie kraju nie nastąpi.

Dmitrij Kozak przebywając w Mołdawii spotkał się też oczywiście z „prezydentem” Naddniestrza Wadimem Krasnosielskim. Odnotujmy, bo z tego tez można wyciągnąć ciekawe informacje kto mu towarzyszył. Był to rosyjski wiceminister spraw zagranicznych Grigorij Karasin, pierwszy zastępca ministra finansów Leonid Gornin, rosyjski ambasador w Mołdawii Oleg Wasiliew oraz dyrektor mołdawskiego przedstawicielstwa Gazpromu i dyrektor eksportowej spółki rosyjskiej firmy Inter RAO (sieci energetyczne). Chodzi nie tylko o kwestie utrzymania rosyjskiej pomocy dla nieuznawanej przez świat „republiki”. Wydaje się, że Moskwa będzie chciała w pewnym sensie powtórzyć manewr z Donbasem, polegający na przyspieszonym wydawaniu wszystkim chcącym rosyjskich paszportów. Obecnie w Naddniestrzu mieszka 200 tys. obywateli Rosji, ale mówi się o planach otwarcia w Tyraspolu rosyjskiego konsulatu, który w przyspieszonym tempie (oczywiście o ile taka decyzja zapadnie) będzie wydawał rosyjskie paszporty. To oczywiście pozwoli również w sposób formalny Moskwie utrzymywać tam swoje wpływy, jako, że obowiązująca doktryna Polityki Zagranicznej Federacji Rosyjskiej wprost upoważnia do „troszczenia się” o los Rosjan zamieszkujących poza jej granicami.

Zresztą Mołdawia jest strategicznie zbyt ważna, aby komukolwiek przyszło do głowy z niej rezygnować, zwłaszcza na Kremlu. Jedynym realnym scenariuszem, który może być brany pod uwagę jest federalizacja kraju. Takie zjednoczenie pozwoli Moskwie utrzymać swe wpływy, a kolektywnemu Zachodowi da nadzieję na to, że z oczywistych względów obywatele Mołdawii będą woleli żyć w kraju upodobniającym się do Europy a nie do Rosji.

Jedno jest w tym wszystkim oczywiste – w Moskwie zapalono zielone światło dla aliansu sił prorosyjskich i prozachodnich w Kiszyniowie. Pytanie, czy jest to element szerszej strategii. Wiele wskazuje na to, że w istocie tak być może. Pod koniec tygodnia odbyło się spotkanie w białoruskim Mińsku grupy kontaktowej ds. Donbasu. Trzeba zwrócić uwagę, że do jej składu wrócił były ukraiński prezydent Leonid Kuczma. Jest to ważne również z tego powodu, że rezygnując ze swego w niej zaangażowania jesienią ubiegłego roku, Kuczma powoływał się na swój wiek (kończył 80 lat) i stan nerwów, starganych uczestnictwem w rozmowach które niczego nie rozwiązują, niczego nie „popychają do przodu”. Przede wszystkim z tego powodu, że żadna z uczestniczących w nich stron (chodzi oczywiście o tych, w rękach których były i są realne narzędzia rozwiązania problemu tj. Kijów i Moskwę) nie chce porozumienia. Każdy, mówił wówczas w wywiadzie prasowym, okopał się na swoich pozycjach i nawet przed rozpoczęciem spotkania jest wiadomo co zostanie w jego trakcie powiedziane. Teraz Kuczma wrócił, co trzeba oceniać w kategoriach dążenia Kijowa do osiągnięcia jakiejś formy porozumienia. Świadczą o tym tez zapowiedzi związane z przerwaniem blokady ekonomicznej „republik ludowych” Donieckiej i Ługańskiej, co ma być gestem dobrej woli. W rosyjskich mediach można znaleźć informacje, że bardzo prawdopodobne jest osiągnięcie rzeczywistego przerwania ognia i wymian wszystkich jeńców. W tle są też kwestie gazowe, jako, że przy okazji odbywającego się w Petersburgu forum ekonomicznego pojawili się tam liderzy prorosyjskiej formacji na Ukrainie – Bojko i Medwedczuk. I znów spotkali się z szefem Gazpromu Millerem, znów padły deklaracje ze strony Rosji, że gotowa jest na to aby „dać” Ukrainie 25 % upust od obecnych cen. W Kijowie te deklaracje przyjęto dość cierpko. Po pierwsze podkreślono, że obecnie w związku ze znacznym spadkiem cen rynkowych w Europie Kijów płaci cenę niższą niźli 75 % obecnych cen kontraktowych, a po drugie chodzi przecież o zapłacenie przez Gazprom miliardowych kar, których Rosjanie nie chcą uiścić, nałożonych na koncern przez sąd w Sztokholmie. Ale wygląda na to, że jakaś formuła negocjacji została już z grubsza ustalona. Wygląda też na to, że obejmowała ona będzie porozumienie w sprawie Donbasu, co oznaczało będzie federalizację Ukrainy.

Jeśli jesteśmy przy rosyjskich grach gazowych, to trzeba odnotować spotkanie premiera Miedwiediewa ze słowackim premierem Pellegrinim. Ten ostatni przybył do Petersburga, uczestniczył w prestiżowej sesji plenarnej, razem z Putinem i chińskich przywódca Xi Jinpingiem. W Moskwie prowadził on rozmowy w kwestii tranzytu gazowego. A dokładnie zabiegał (tak przynajmniej twierdzą Rosjanie) o to, aby włączyć Słowację do kontynuacji Tureckiego Potoku, bo dać to może gospodarce kraju dodatkowe pieniądze za tranzyt gazy, a ponadto stanowić będzie element dywersyfikacji. Zresztą w Petersburgu był tez prezydent Bułgarii, zabiegający o to samo.

Jeśli wspominać forum w Petersburgu, to trzeba odnieść się do wystąpienia Putina, który na sesji wystąpił jako pierwszy. W gruncie rzeczy przedstawił on dość jasno alternatywę, która stoi, zdaniem Moskwy, dziś przed kolektywnym Zachodem. Jeśli nie zmieni się jego polityka wobec Rosji, to sojusz Moskwy i Pekinu będzie się wzmacniał. Mało tego, obydwa państwa podejmą realną konkurencję tam gdzie są, albo mogą stać się bardzo silne – w państwach afrykańskich, azjatyckich, nie wyłączając Ameryki Łacińskiej. Również korzystając ze swego miejsca w instytucjach międzynarodowych, takich jak ONZ (w sesji uczestniczył też Sekretarz Generalny Guterres) będą konkurowali z Zachodem. Będą podważać zasady porozumienia z Bretton Woods, dążyć do osłabienia dolara i dominacji Zachodu w światowym systemie finansowym. Putin nie mówił tego warunkowo. Jego zdaniem przyjęte 75 lat temu zasady porządku międzynarodowego są już przestarzałe i należy je poddać rewizji. Ale oczywistym jest to, że rewizja tego rodzaju w obliczu konfliktu i sporu wygląda zupełnie inaczej niźli w kooperacji. Jak jest druga strona alternatywy, którą przedstawił Putin? Współpraca, również a może przede wszystkim gospodarcza. Tradycyjnie przy okazji Forum Petersburskiego ogłaszane są nowe przedsięwzięcia. Teraz poinformowano, że największym zagranicznym inwestorem w Rosji są Stany Zjednoczone, a brytyjsko – holenderski Shell i hiszpański Repsol wespół z Gazpromnieft będzie prowadził prace poszukiwawcze i wydobywcze na terenach, gdzie firma ma licencje (Półwysep Jamalski). I Putin w swym wystąpienie, wprost odwołując się do przykładu Nord Stream 2, powiedział, i podkreślił to, że gazociąg powstaje dlatego, że odpowiada realnym interesom wszystkich uczestników projektu. I zaraz też dodał, że jego przeciwnikami są ci „którzy przyzwyczaili się, że biorą i nie płacą”. Chodzi oczywiście o Ukrainę, która wykorzystywała tranzyt rosyjskiego gazu przez swe terytorium aby zapełniać swe magazyny. Ale Putin tez wspomniał o tym, że wzrost gospodarczy państw Unii Europejskiej (a miał na myśli tzw. stare jądro UE) był tak spektakularny, że wraz z przyłączeniem doń wschodu Europy, a wcześniej w wyniku upadku komunizmu, otworzyły się chłonne i pozbawione realnej konkurencji rynki zbytu. Przesłane jest oczywiste – takim rynkiem może być Rosja, a kryzys europejskich gospodarek można rozwiązać wraz z otwarciem chłonnego rosyjskiego rynku. Propozycja dość jasna – kupujcie więcej naszych surowców energetycznych, będziecie mogli zarabiać w Rosji sprzedając swoje towary.

I to już zaczyna się dziać. Świadczy o tym choćby niemiecko – rosyjskie porozumienie gospodarcze podpisane w Petersburgu. A plany są jeszcze bardziej ambitne. Mówił o tym niedawno w wywiadzie dla rosyjskich mediów Dirk Wiese, zajmujący się w Berlinie „kierunkiem rosyjskim”. Zapowiedział on szereg wspólnych projektów, m.in. zniesienie wiz dla Rosjan mających mniej niż 25 lat, a dłuższej perspektywie uproszczenie procedur wizowych. Innymi słowy wchodzimy w kolejną fazę ocieplenia w relacjach z Moskwą. To, że w tym samym czasie aresztowany został pod sfabrykowanymi zarzutami (handel i produkcja narkotyków) rosyjski dziennikarz śledczy związany z portalem Meduza Iwan Gołunow, dziesiątki jego kolegów i zwykłych Rosjan wyszło pikietować w publicznych miejscach, pozostało niezauważone.



tagi:

MarekBudzisz
9 czerwca 2019 12:46
2     949    5 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Maryla-Sztajer @MarekBudzisz
9 czerwca 2019 14:39

https://pl.sputniknews.com/polityka/2019060910524290-trybunal-konstytucyjny-moldawii-przekazal-pelnomocnictwa-prezydenta-pawlowi-filipowi-rozwiazanie-parlamentu-sputnik/

 

Dodon był wcześniej kilka razy zawieszany i ustawy podpisywał  marszałek parlamentu  ...

Ciekawe. 

I to gaszenie światła w parlamencie jako żywo przypomina sytuacje w rodzącej się  demokracji u Habsburgów.  Opisane  niedawno w notce  Pani Ewy Rembikowskiej 

:)

.

 

zaloguj się by móc komentować


zaloguj się by móc komentować