-

MarekBudzisz

Marchewka Putina.

Dziś odbędzie się wizyta Władimira Putina w Niemczech, do której Moskwa przywiązuje sporą wagę, nie tylko, dlatego, że jest to pierwsza wizyta rosyjskiego prezydenta w tym kraju po 2014 roku, czyli po aneksji Krymu. Angela Merkel podejmie swego rozmówcę na zamku Meseberg w Brandenburgii a po spotkaniu nie jest przewidziane spotkanie z prasą, można, zatem jedynie spekulować, o czym będą rozmawiali, zwłaszcza, że nieco informacji zdradził Steffen Seibert, szef służby prasowej niemieckiego rządu.

Ale najpierw warto nieco uwagi poświęcić uczestnictwu Putina w prywatnej uroczystości, jak nazywają ją media, czyli na ślubie i weselu austriackiej minister spraw zagranicznych Karin Kneissl. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że rosyjski prezydent prawie nie zna panny młodej, ale mimo to zdecydował się przyjąć zaproszenie, które dostał w czasie niedawnej wizyty w Wiedniu. Jego udział traktować trzeba, zatem jak decyzję polityczną, wywołaną najprawdopodobniej tym, że Austria przewodniczy właśnie Unii Europejskiej. Choć ma też wymiar symboliczny. Bo oto dość powszechnie uznawany w Europie za tyrana przywódca Rosji, a pamiętajmy, że właśnie w rosyjskim więzieniu umiera ukraiński reżyser Sencow głodujący już prawie 100 dni, którego Kreml nie chce ułaskawić, będzie gościem na weselu urzędującej minister. Spotka się tam z austriackim kanclerzem i jego zastępcą. Wizyta ta odbiła się sporym echem w mediach i wzbudziła liczne komentarze, do tego stopnia, że austriackie władze musiały wydać specjalne oświadczenie, w którym podkreślały, iż nie zmienia się geopolityczna orientacja Wiednia, który nadal jest częścią zachodniej wspólnoty. Oświadczenie jest reakcją na coraz większe wątpliwości w tym względzie. Przy okazji media przypominają, że austriacka Partia Wolności z rekomendacji, której pani minister sprawuje swoją funkcję jest formalnym partnerem rosyjskiej partii władzy – Jednej Rosji, wicekanclerz z tej formacji Heinz-Christian Strache wielokrotnie wypowiadał się za zniesieniem przez Unię antyrosyjskich sankcji a sama pani minister wypowiadała się za uznaniem przez świat aneksji Krymu. Agencje prasowe i media koncentrują swą uwagę na jeszcze jednym – a mianowicie na dość niecodziennym podarunku, który, ponoć, Putin ma zamiar przywieźć z sobą. Mówi się o tym, że towarzyszyć mu ma chór Kozaków Dońskich, którzy w trakcie wesela dadzą koncert tradycyjnych pieśni. Jako, że w rosyjskiej polityce zagranicznej rzadko zdarzają się przypadki trudno uciec od symboliki tego gestu. W sąsiedniej Karyntii zakończyła się, bowiem epopeja walczących po stronie III Rzeszy Kozaków, którzy zdradziecko przekazani zostali przez Brytyjczyków wojskom sowieckim (precyzyjnie rzecz ujmując Smierszowi). Pisze o tym Józef Mackiewicz, więc nie ma sensu do tego wracać, warto jednak przypomnieć, że „przekazanie” objęło nie tylko kozackich oficerów i żołnierzy, ale również znajdujące się w „stanie kozackim” osoby cywilne – ich rodziny, kobiety i dzieci. Co się z nimi stało, nietrudno się domyśleć. Być może Putin przywozi chór kozacki po to, aby ceremonii przydać trochę egzotyki, posłuchać pięknych głosów, ale być może też i po to, aby przypomnieć całą sprawę i wysłać sygnał, czym kończą się porozumienia i układy z Anglosasami.

Ale oczywiście wizyta w Austrii ma też wymiar jak najbardziej pragmatyczny. Moskwa gra na wzrost znaczenia w Unii Europejskiej sił, które sprzeciwiają się dotychczasowej linii politycznej brukselskiego establishmentu. Z jej perspektywy powstanie rządów, takich jak gabinet Sebastiana Kurza, który w największym skrócie rzecz ujmując nie ma nic przeciwko współpracy z Moskwą, którego mało obchodzi to, co się dzieje na Ukrainie, ale za to podnosi kwestię uchodźców, jest bardzo na rękę. Zwróćmy uwagę, że we Włoszech rządzi koalicja, której politycy opowiadają się za zniesieniem sankcji, a nawet ponownym zaproszeniem Moskwy do G 7. W sąsiedniej Słowenii, tradycyjnie zaprzyjaźnionej z Rosją, sytuacja jest póki, co nieklarowna, bo ani zwycięzca czerwcowych wyborów Janez Jansa, ani jego konkurenci nie są w stanie stworzyć większościowej koalicji. O polityce Orbana, który jest nota bene jednym z głównych sponsorów Jansy, wobec Rosji pisałem wielokrotnie i nie ma sensu teraz tego powtarzać. Warto zwrócić uwagę choćby na ostatnie wystąpienie w tej kwestii naszego ministra spraw zagranicznych, który w wywiadzie prasowym w obliczu faktów zmuszony był oświadczyć, że Budapeszt prowadzi politykę prorosyjską, której Warszawa nie popiera. W Chorwacji Rosjanie kontrolują największego tamtejszego pracodawcę upadły holding spożywczo – handlowy Agrokor i trudno oczekiwać ze strony Zagrzebia jakiejś stanowczej wobec Moskwy postawy. Na przeciwnym krańcu Bałkanów – w Grecji w przyszłym roku wybory i niewykluczone, że miejsce Syrizy zajmie formacja znacznie bardziej Rosji przychylna. Przyszłoroczne wybory do parlamentu europejskiego mogą też zmienić i tam układ sił, a przynajmniej wzmocnić te ośrodki, które zdają się zajmować pozycję „odpuszczenia” Ukrainy.

Wizyta Putina w Niemczech i rozmowy z kanclerz Merkel ujawniły też ciekawe pęknięcie w rosyjskim obozie władzy. Otóż na początku tygodnia w wywiadzie dla kanału telewizyjnego Rosja 24, rosyjskie minister obrony Szojgu poradził rządowi Niemiec, aby „po tym, co Niemcy zrobili w jego ojczyźnie, jeszcze przez 200 lat, nie wypowiadali się” na temat relacji z Rosją. Jego słowa były nawiązaniem do wywiadu niemieckiej minister obrony Ursuli von der Leyen, w którym miała powiedzieć, że z „Rosją trzeba rozmawiać z pozycji siły.” Szojgu uzupełnił swą wypowiedź radą, pod jej adresem, aby „zapytała dziadków, czym kończą się próby rozmowy z Rosją z pozycji siły”. To nie pierwsza w tym tonie wypowiedź rosyjskiego ministra. Przed rokiem, również w przeddzień spotkania z kanclerz Merkel, świat dowiedział się, że w zbudowanym przez rosyjską armię podmoskiewskim parku rozrywki żołnierze szturmować będą makietę – kopię Bundestagu. Nie chodzi też oczywiście o kwestie natury historycznej, bo przecież na austriackim weselu będzie zapewne spora grupa osób, których dziadkowie też mogliby opowiedzieć jak spędzili lata wojny. Ale w całej sprawie chodzi, jak się wydaje o coś innego. Otóż rosyjskie media zwracają uwagę, że tego samego dnia, co wywiad Szojgu, niemiecki Berliner Express, opublikował artykuł, w którym opisał przygotowania Niemiec do utworzenia specjalnej jednostki zwalczającej zagrożenia w cyber – przestrzeni. I w tym tekście pojawił się cytat z niemieckiej minister, w którym ma ona mówić, iż najbardziej prawdopodobnym agresorem jest Rosja i należy rozważyć prewencyjne wobec niej uderzenie. Sęk w tym, że wypowiedź ta jest klasycznym fake newsem, bo dochodzenie przeprowadzone przez rosyjskich dziennikarzy dowiodło, że agencja, na którą powołuje się niemiecki dziennik nie istnieje. Przy czym Berliner Express jest internetowym portalem satyrycznym, którego twórcy wprost piszą, że niektóre opublikowane tam artykuły są po prostu wymysłami. Można by całą sprawę zamknąć, ale wpływowa moskiewska Niezawisimaja Gazieta, traktuje ją jak najbardziej poważnie i snuje przypuszczenia, że była to próba, zaostrzenia relacji niemiecko – rosyjskich w przeddzień wizyty Putina. Dziennik pisze, że mogły stać za nią te kręgi rosyjskiego establishmentu, które są przeciw niuansowaniu polityki Rosji wobec Zachodu, a chciałyby wszystko rozwiązywać z pozycji siły. Nie wskazuje wprost, o kogo może chodzić, ale pamiętajmy, że artykuł rozpoczyna się od cytatu z wypowiedzi rosyjskiego ministra obrony, co jest wskazówką nader wyraźną.

Te informacje są o tyle istotne, że przynajmniej dwie kwestie, o których będą rozmawiać Merkel z Putinem bezpośrednio wiążą się ze sprawami wojskowymi. Chodzi o sytuację wokół Syrii oraz na wschodzie Ukrainy. Przy czym trzeba pamiętać, że wschód Ukrainy, to nie tylko kwestia Donbasu, ale bardzo ostatnio zaostrzająca się sytuacja na Morzu Azowskim. Jeszcze w kwietniu rosyjska straż przybrzeżna zaczęła na masową skalę zatrzymywać i kontrolować statki udające się do ukraińskich portów na tym akwenie. Kijów odpowiedział podobnymi działaniami, a rosyjskie media zaczęły się rozpisywać o tym, że władze tego kraju sponsorują „piratów”. Oczywiście chodzi o destabilizację sytuacji na południowym – wschodzie Ukrainy, sprawdzenie zdolności Kijowa do reakcji i tego jak zareaguje na całą sprawę wspólnota międzynarodowa. Jest to o tyle istotne, że wraca kwestia rozmieszczenia kontyngentu międzynarodowych sił pokojowych w Donbasie. Spekuluje się, że oczekiwana wizyta Boltona w Kijowie prowadzić ma do wymuszenia ustępstw władz ukraińskich.

Jeśli idzie o Syrię, to w tym wypadku Rosja, najprawdopodobniej, ma zamiar zagrać kwestią uchodźców. Otóż reżimowe siły zbrojne przygotowują się do ataku na ostatnią prowincję pozostającą w rękach opozycji – Idlib. Do tej pory była ona nadzorowaną przez Turcję strefą buforową, w której schroniły się tysiące uzbrojonych przeciwników reżimu wraz z rodzinami. Jeżeli rozpocznie się natarcie, a jest to możliwe w każdej chwili, to rzeka uchodźców ruszyć może ponownie do Europy. Tym bardziej, że pozycja Ankary, zwłaszcza w obliczu załamania się stabilności tamtejszego systemu walutowego jest mocno niepewna. Prezydent Erdogan już zapowiedział, że na początku września w Turcji odbędzie się spotkanie czterech państw – prócz Rosji i Turcji mają w nim uczestniczyć Niemcy i Francja. Idzie oczywiście o udział tych ostatnich w planie odbudowy Syrii i zatrzymania tam potencjalnych uchodźców. W wypowiedziach rosyjskich oficjeli pojawiają się wezwania do zmobilizowania europejskich inwestorów, bo „setki tysięcy Syryjczyków chcą wrócić z wygnania” do ojczyzny. Czyli, innymi słowy, chodzi o pieniądze, a zastrzykiem z Berlina i Paryża w obecnych realiach zainteresowana jest również Turcja. Z punktu widzenia Zachodu, a tym bardziej „państw tranzytowych” mamy do czynienia z wielką marchewką, którą wiezie rosyjski prezydent. A polega ona na de facto propozycji zbudowania w Syrii jednego wielkiego obozu dla uchodźców, którzy mogliby tam powrócić opuszczając Europę. Może, dlatego przypomnienie przez Putina, nie wiadomo czy zamierzone, losu Kozaków, ma wymiar symboliczny, choć dość przewrotny.



tagi:

MarekBudzisz
18 sierpnia 2018 10:26
7     1260    7 zaloguj sie by polubić
komentarze:
mooj @MarekBudzisz
18 sierpnia 2018 11:43

Nie wydaje mi się, aby odwołanie do tego "przeciągania pod kilem" cokolwiek komukolwiek na Zachodzie mówiło. Przypomnieć można sytuację znaną, a zapomnianą.

Jeśli jest to ("Kozacy w Austrii") symboliczne, to raczej skierowane nie do nielicznej grupy na zachodzie Europy, a do nas: czyli narodów bacznie obserwujących relacje rosyjsko-niemieckie stąd (z Polski, Czech, Węgier, "krajów bałkańskich"). Myślę, że na jednego Austriaka, Niemca, Francuza, Brytyjczyka który cokolwiek z Kozakami kojarzy będzie stu-dwustu niehistoryków w Europie Środkowej, którzy (częściowo mylnie) kozackie (i inne) policyjno-bandyckie grupy z okresu 42-45 skojarzą. 

Często na wyrost, mylnie i niesprawiedliwie, ale skojarzą "odpowiednio" jak mieli kojarzyć przez dziesięciolecia. Przywracanie proporcji, czyli przypomnienie, że nie Ukraińcy stanowili podstawę briańskich oddziałów Kamińskiego odbędzie się pewnie dopiero tuż przed, albo w trakcie wykazywania, że Białoruś to takie nic-państwo, które swoje ma za uszami i należy się podporządkowanie Rosji, typu nie tylko im ale  i całej Europie (a najbardziej Polsce) wyjdzie na dobre stacjonowanie 100 - 200 tysięcy Rosjan - bo wiecie ...Kamiński ...antypolonizm..antysemityzm...i trzeba to jakoś silną ręką..i dać odpór i gwarancję, ze faszyzm nie wróci. Wtedy już o Kozakach, banderowcach etc będzie ciszej.

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @MarekBudzisz
18 sierpnia 2018 11:45

 Poziom notki jak zwykle bez zarzutu.

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @MarekBudzisz
18 sierpnia 2018 13:40

Ależ wymowa "kozaków dońskich" jest bardzo prosta. Coryllus by napisał prosta jak budowa cepa. 

Ukraina cały czas buduje swoją tożsamość na legendzie kozackiej. Na jej postawie rości pretensje do terytorium otrzymanego w spadku po Chruszczowie. Więc Putin robi proste i zarazem genialne posunięcie. Wozi ze sobą kozaków dońskich, którzy przez zdecydowaną większość swej historii byli wierni Moskwie i tę wierność podtrzymują do dziś. Chcecie rozmawiać o kozackiej Ukrainie i o prawie do Donbasu, proszę bardzo. Oto macie "dońskich kozaków".

Tak oto mści się odwracaniem się tyłem do Unii brzeskiej i jej zamilczanie. Na janosikach czy słowackich czy stepowych można zbudować tylko tabor i nic więcej. Tabor, kiedy przestaje być potrzebny najzwyczajniej w świecie się rozwiązuje.

Słowacy są przynajmniej o tyle mądrzejsi, że próbują zaszczepić się na tradycji uniwersalnej, katolickiej i rzymskiej, a te prostaki od Bandery brzydzą się określeniem "kościół grecko-katolicki" i na siłę preferują "bizantyjsko-ukraiński", walcząc z każdym rzeczywistym czy urojonym "latynizmem", podkreślając przez to lokalny, a więc nieświęty charakter ich tradycji. To teraz mają zagwozdkę.

Gdzie jest jakaś siła, która akceptując mit kozaków zaporoskich zakwestionuje legendę kozaków dońskich. A teraz powiedzcie mi moi mili, który kozak jest ten "właściwy" zaporoski czy doński, hę? 

A może ich rozdzielić, aby się nie pozabijali?

Tę alternatywę można unieważnić tylko w jeden sposób. Odwołując się mianowicie do tradycji Rusi kijowskiej, która przystąpiła do Unii brzeskiej.

 

zaloguj się by móc komentować

Paris @mniszysko 18 sierpnia 2018 13:40
18 sierpnia 2018 14:27

Alez  komentarz,  prosze Mniszyska...

... fenomenalny  !!!   Z Mniszyska jest doskonaly polityk i dyplomata  !!!...  powinny te "nasze  dyplomatoly"  Mniszysko  o  rady  prosic.

zaloguj się by móc komentować

OdysSynLaertesa @mniszysko 18 sierpnia 2018 13:40
18 sierpnia 2018 15:16

Dokładnie tak jest. Łącząc komentarz Ojca z tym co napisał mooj, Ukraina i Kozacy powinni się wszystkim kojarzyć z Rosją. Pozytywnie na dodatek, czyli sielsko i kolorowo, z błogosławieństwem zachodu... Tymczasem wladze Ukrainy robią wszystko żeby zrazić do tej wspólnoty (państwa/narodu) jednych ludzi którym na nich zależy, czyli Polaków. Kopią sobie (a raczej obywatelom) grób likwidacji, i spora część Ukraińców właśnie z tego powodu już z dzikich pól uciekła, raczej na stałe.

zaloguj się by móc komentować

tomciob @MarekBudzisz
18 sierpnia 2018 16:07

Witam.

Jak dla mnie jest jedno zdanie wymagające komentarza - oczekiwanie Putina na powrót inwestorów do Syrii. Wydaje się bowiem, że w Rosji jest trochę inny model inwestycyjnych decyzji biznesowych niż na Zachodzie. A skoro Putin zdaje sobie z tego sprawę tym bardziej ciekawi mnie co miał na myśli wyrażając takie oczekiwanie.

Dziękuję za notkę i pozdrawiam

zaloguj się by móc komentować

jzontek @MarekBudzisz
18 sierpnia 2018 23:11

Panie Marku, doskonały tekst.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować