-

MarekBudzisz

Putin chce mieć wolną głowę przed być może najważniejszą rozgrywką.

W rosyjskich mediach piątkowa nominacja dla Michaiła Babicza interpretowana jest w kategoriach podjęcia przez Moskwę próby prowadzenia bardziej energicznej polityki wobec Mińska. Powodów dla takiej oceny jest przynajmniej kilka. Pierwszy z nich to charakter nowego posła, który uchodzi za człowieka energicznego, choć, jak się ocenia szorstkiego w obyciu. Ale to oczywiście nie kwestia manier, ale uprawnień, które Babicz dostał. A są one bardzo szerokie, bo prócz funkcji ambasadora mianowany został specjalnym przedstawicielem ds. rozwoju wzajemnych relacji ekonomicznych i handlowych, a to oznacza, że uzyskał możliwość koordynowania prac i wydawania poleceń służbowych przedstawicielom odpowiednich resortów. Obserwatorzy zwracają uwagę, że dotychczas takim podwójny statusem cieszyli się Wiktor Czernomyrdin oraz Michaił Zurabow, obydwaj będący ambasadorami Rosji na Ukrainie. Teraz zaopatrzenie posła w Mińsku w podobnie szerokie uprawnienia miałoby świadczyć o zmianie geopolitycznych priorytetów Moskwy.

Już nie Kijów, z oczywistych powodów, ale Mińsk miałby odgrywać pierwsze skrzypce „na tym kierunku”. Do tej pory posłem na Białorusi był Surikow, stojący w rosyjskim establishmencie znacznie niżej niźli Babicz, który w swoim czasie był członkiem Rady Bezpieczeństwa i jedną z osób, która zatwierdzała decyzję o aneksji Krymu. I to właśnie z tego powodu, Kijów nie zgodził się przed dwoma laty, aby został on następcą Zurabowa. Obserwatorzy zwracają też uwagę na to, że nie każdego z nowych ambasadorów Rosji przed nominacją i wyjazdem na placówkę podejmuje osobiście prezydent Putin, a tak się stało w przypadku Babicza.

Przyjdzie mu się mierzyć z niełatwymi stosunkami z Łukaszenką, ale najprawdopodobniej odgrywał będzie niemałą rolę w kształtowaniu polityki wobec Kijowa. Wiele wskazuje na to, że Moskwa pomału przygotowuje się do jakichś zmian w Donbasie. O wojskowym kontyngencie sił pokojowych Putin rozmawiał niedawno w Soczi z prezydentem Finlandii. A i w trakcie niedawnego spotkania z kanclerz Merkel kwestia przyspieszenia tzw. procesu mińskiego była przedmiotem obrad. Podobnie jak jeszcze jedna sprawa, która całkowicie umknęła polskim obserwatorom. Chodzi mianowicie o mające się ku końcowi rozmowy, jakie prowadzi Belgrad i Prisztina w sprawie wymiany terytorium, przynajmniej części. W sobotę we wspólnym wystąpieniu publicznym prezydent Serbii Vucić, jak i lider Kosowa Thaçi, zaapelowali do społeczności międzynarodowej, aby ta zaakceptowała porozumienie obydwu krajów w tej sprawie. Apel wystosowany został w trakcie Forum Europejskiego w austriackim Alpbah, w którym brał udział również austriacki komisarz ds. rozszerzenia Unii Hahn. Powiedział on, że osiągnięcie między obydwoma krajami porozumienia jest nie tylko historycznym wydarzeniem, ale również usuwa ostatnią barierę blokującą ich, a przynajmniej Serbii, akces do Unii Europejskiej. 7 września odbędą się w sprawie porozumienia Serbii i Kosowa rozmowy w Brukseli. Obserwatorzy zwracają w tym kontekście uwagę na dwie sprawy. Po pierwsze za jednego z głównych przeciwników wymiany terytorium uchodzi Berlin, który obawia się, że tego rodzaju akcja będzie pierwszym krokiem, który w efekcie doprowadzi do rozbioru Bośni i Hercegowiny oraz na trwale zdestabilizuje chwiejną równowagę na Bałkanach. Ponadto Berlin nie chce otwierać puszki Pandory, jaką stać się może w Europie, porozumienie zmieniające terytorialny kształt państw. Ale jednocześnie eksperci zwracają uwagę na wypowiedź Johna Boltona, udzieloną mediom już po tym jak uczestniczył w kijowskiej paradzie niepodległości. Doradca Trumpa ds. bezpieczeństwa międzynarodowego miał powiedzieć, że jeśli Belgrad i Prisztina osiągną porozumienie, to Waszyngton nie będzie mu się przeciwstawiał.

Jaki w tym wszystkim interes może mieć Moskwa, która popiera, co nie jest żadna tajemnicą działania Belgradu? Po pierwsze lepiej popierać politykę Belgradu, niźli jej się przeciwstawiać. Prezydent Vucić, jeszcze w ubiegłym roku, publikując dość kontrowersyjnie przyjęty w Serbii artykuł, w którym pisał o potrzebie pojednania z Albańczykami z Kosowa i osiągnięcia jakiejś formy modus vivendi, jeśli chce się poważnie myśleć o wejściu do UE, rozpoczął realizowanie linii politycznej, która dziś znajduje swój finał. Przy czym Belgrad nie ma intencji stać się członkiem NATO, co więcej chcąc podkreślić swój „równy dystans” chętnie rozważyłoby możliwość przyjęcia statusu obserwatora w kontrolowanym przez Moskwę euroazjatyckim aliansie obronnym. Ostatnio zaczęło się sporo w Rosji mówić i pisać o reformie ODKB, tak, aby alians stał się bardziej formułą polityczną. Moskwa ma też oczywisty interes w popieraniu wysiłków Belgradu. Jeśli Unia Europejska (czytaj Berlin) zaakceptuje porozumienie, to nic nie będzie stało, przynajmniej z formalnego punktu widzenia, aby podobne rozmowy miały dotyczyć Krymu.

Tym bardziej, że jak poinformowały właśnie ukraińskie media tamtejsza służba bezpieczeństwa wycofała swego agenta, Jurija Lekstutesa, ministra kultury w rządzie separatystycznej „Republiki Donieckiej”, a uchodził też za jednego z możliwych kandydatów, który miał stanąć na czele quasi – państwa. Wszyscy teraz spodziewają się kolejnej fali rewelacji na temat polityki i generalnie tego jak żyją wyższe kręgi separatystycznego establishmentu, co znacznie może urozmaicić oczekiwane spotkanie „formatu mińskiego”.

Wracając do kwestii Białorusi, bo od tego zacząłem, warto zwrócić uwagę na zapowiedź „dużego spotkania” na szczycie, która padła z ust prezydenta Łukaszenki dosłownie w kilkadziesiąt godzin po jego rozmowach z Putinem w Soczi „w cztery oczy”. Teraz Łukaszenka powiedział w wywiadzie radiowym, że w Soczi porozumiano się, co do potrzeby nowego spotkania. W tle oczywiście chodzi o pieniądze. Mińsk przypomina, że należy mu się jeszcze 400 mln dolarów z opiewającego na 2 mld kredytu, umowę na udzielenie, którego podpisano jeszcze w 2016 roku. Stale obecna jest sprawa cen rosyjskiej ropy, którą Mińsk tanio kupuje, przetwarza i sprzedaje. Eksperci Banku Światowego dowodzą, że ten szczególny zastrzyk finansowy zależnie od roku daje Białorusi od 4,5 do 10 % PKB. A teraz jeszcze dodatkowo Mińsk chce od Moskwy kolejnego kredytu na miliard dolarów. Do tej pory wszystkie te kwestie, w tym i dopuszczenie białoruskiego mleka i jego przetworów na rosyjski rynek były przedmiotem bezpośrednich rozmów obydwu liderów. Rosyjscy eksperci, są zdania, że nominacja dla Babicza ma zakończyć obyczaj mówienia o takich drobiazgach na najwyższym szczeblu. Teraz Putin winien mieć głowę do poważniejszych spraw, niźli stałe prośby o wsparcie ze strony Mińska.

Dlaczego lokator Kremla musi mieć „wolną głowę”? Bo wiele wskazuje na to, że na dniach zacznie się znacznie poważniejsza rozgrywka. W ubiegłym tygodniu rosyjskie MSZ informowało o przybyciu do Moskwy delegacji afgańskich talibów, na organizowaną pod jej patronatem rundę rozmów w sprawie uregulowania konfliktu. To dość ciekawa nowość, bo do tej pory Moskwa odżegnywała się od oficjalnych relacji z Talibanem. Teraz padają tam słowa o tym, że organizacja ta przeszła korzystną ewolucję oraz, iż „trzeba rozmawiać ze wszystkimi”. Ale taką zmianę polityki trudno oceniać inaczej niźli w kategoriach wzruszenia pozycji amerykańskiej w Afganistanie. I to najprawdopodobniej pod ich presją oficjalny rząd w Kabulu poinformował, że jego delegacja nie przybędzie do Moskwy, mimo, iż wcześniej potwierdziła swoją obecność.

Wraca też sprawa Syrii, głównie za sprawą przygotowań wojsk reżimu do szturmu ostatniej kontrolowanej przez zbrojną opozycję prowincji – Idlib. W rosyjskich mediach sporo jest przy okazji informacji o tym, że bliżej niezidentyfikowani „anglojęzyczni” doradcy przygotowują kolejną prowokację z użyciem w rejonie walk zakazanej broni chemicznej. W efekcie wojskowe instalacje reżimu miałyby zostać ponownie ostrzelane przez siły Zachodu rakietami skrzydlatymi. Obserwatorzy rosyjscy donoszą też, że Amerykanie przystąpili właśnie do budowy w północno – wschodniej części Syrii (kontrolowanej przez Kurdów) olbrzymiego lotniska, w porównaniu, z którym ich, regularnie zresztą atakowane z Idlibu właśnie, lotnisko Hmejmim, to po prostu jakaś dziecinna instalacja. Na Morzu Śródziemnym mają już się ponoć znajdować okręty floty amerykańskiej, ale również brytyjskiej zaopatrzone w stosowne wyrzutnie. Rosjanie wysłali w ten rejon również dwa swoje okręty. Ale póki, co, zdaniem ekspertów, mamy do czynienia z wojną nerwów. Tak też traktować należy rozmowę Agencji TASS z wiceprzewodniczącym komitetu Dumy ds. polityki gospodarczej Władimirem Guteniewem, który zaproponował, aby Moskwa, oczywiście w ramach „adekwatnej odpowiedzi” na działania Waszyngtonu rozmieściła w Syrii taktyczna broń jądrową. Te wszystkie działania mają pokazać, że Rosja w konfrontacji dyplomatycznej nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i ma sporo argumentów, którymi może się posłużyć. Ale na razie rozmawiają dyplomaci. Bolton nie porozumiał się z Petruszewem w Genewie. W piątek w Moskwie negocjowali ministrowie spraw zagranicznych Rosji i Turcji, ale kluczowe spotkanie nastąpi w połowie września. Wezmą w nim udział prócz Rosjan i Turków również Irańczycy. Jeśli do tego czasu nie znajdzie się rozwiązanie i atak nastąpi, to jak się szacuje kolejna fala uchodźców zaleje Turcję i być może Europę. Mówi się przynajmniej o 250 tysiącach osób, ale w prowincji Idlib znajduje się 3,4 mln ludzi, z których połowa to uciekinierzy przez Asadem z innych regionów kraju.



tagi:

MarekBudzisz
27 sierpnia 2018 14:15
12     1584    9 zaloguj sie by polubić
komentarze:
pink-panther @MarekBudzisz
27 sierpnia 2018 17:33

Ach, ci szachiści. Wielkie dzięki za notkę. Bardzo kształcąca, jak zwykle. Nie potrafię się odnieść merytorycznie, bo się po prostu na tym blogu - uczę. Serdecznie pozdrawiam

zaloguj się by móc komentować


pink-panther @Grzeralts 27 sierpnia 2018 19:01
27 sierpnia 2018 21:05

Dobrze, że mocno wyedukowany Wykładowca tu wpada:)))

zaloguj się by móc komentować

Slepowron @MarekBudzisz
27 sierpnia 2018 21:11

Problem z niektorymi artykulami p. Budzisza lezy w jego nie wyartykulowanym zalozeniu stalej moralnej wyzszosci USA nad Rosja bez wzgledu na jakiekolwiek konkretne realia, szczegolnie w Syrii.  Niezaleznie od politycznych korzysci jakie ewentualnie Rosja moze wyciagnac stamtad, jakkolwiek kosztem wielkiego ryzyka, jak chociazby w przypadku bezposredniej interwencji wojskowej, sprawca olbrzymich zniszczen i cierpien w tym kraju jest tandem Izrael-USA.  Destabilizacja Syrii, wlasiciwie eufemizm jaki te koszty przykrywa, byla zupelnie otwarcie planowana i realizowana na zamowienie Izraela przez USA, ze szczegolnym uwzgledniem wsparcia dla ekstremy muzulmanskiej.   Chrzescijanie syryjscy zdecydowanie popieraja Assada i chocby z tego wzgledu Rosja nie musi sie nawet stroic w piorka obroncy chrzescijanstwa przed islamem.

      Dzialania Rosji w tym teatrze geopolitycznym nalezy oceniac z takiej perspektywy.

zaloguj się by móc komentować

Paris @Slepowron 27 sierpnia 2018 21:11
27 sierpnia 2018 22:02

Nie bede sie wypowiadac nt. niewyartykulowanych zalozen Pana Budzisza, ale...

... rzeczywiscie tzw. destabilizacja Syrii jest "projektem"  izraelsko-amerykanskim... i ze szczegolnym wsparciem dla "extremy muzulmanskiej"... i jeszcze wielu innych diablow w tym kotle miesza... m.in.  Francja,  sloneczna Italia,   piekna Hiszpania, Turcja, Jordania,  8 cuT sFiata  Quatar... ba, nawet bankrutujaca Grecja  !!!

Nie tylko chrzescijanie syryjscy popieraja Bashara... on mial poparcie, a teraz pewnie ma jeszcze wieksze... i jeszcze tzw. opinia publiczna sklania sie ku niemu.  

zaloguj się by móc komentować

Paris @MarekBudzisz
27 sierpnia 2018 22:12

O la la,  Panie Budzisz...

... a ja myslalam, ze ten Putin  to ma "leb jak sklep",  a on takie "szczegolne prerogatywy" dal temu calemu Babiczowi  !!!

No... pewnie,  starosc nie radosc,  smierc nie wesele... albo i co inszego.

zaloguj się by móc komentować

saturn-9 @MarekBudzisz
27 sierpnia 2018 22:40

Dziękuję, uczę się wydłubywać rodzynki z ciasta.

Rosjanie uczą jak chronić miękkie podbrzusze. Krwawienie hemoroidów spokojniej obserwuje się u sąsiadów niż na własnej pupie. Jak  powiązać chirurgiczne krwawe cięcia z ingerencją niewidzialnej ręki przećwiczyła Turcja w 2016 roku. Jakiś tam kot w sieci [tekst z 5. czerwca] posklejał ciąg faktów z lat kilku i wrzucił po rosyjsku a niemieckojęzyczni sieciowi szperacze przetłumaczyli dla swojej publiki.

Turcja, Syria, Kurdowie i inni zainteresowani ciągle w grze na tym blogu więc pozwoliłem sobie  zalinkować.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Slepowron 27 sierpnia 2018 21:11
27 sierpnia 2018 23:00

Autor tych wartościowych notek jest związany z fundacją Warsaw Enterprice Institute (WEI), która jest  jest zapleczem eksperckim i intelektualnym Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (tzw. think tank).

http://wei.org.pl/o-nas/

 

zaloguj się by móc komentować

Slepowron @stanislaw-orda 27 sierpnia 2018 23:00
27 sierpnia 2018 23:29

      Przepraszam ale nie mam w tej chwili czasu aby studiowac agende WEI, czy jest on w jakimkolwiek stopniu ekspozytura interesow innych niz polskie?  Bede wdzieczny jesli ktos tu by na ten temat napisal, moze sam autor notki?  Dla jasnosci,  we wpisach p. Budzisza jest wiele wartosciowych informacji i w pelni to doceniam. 

 Pewien dystans i obiektywizm w opisie nawet nieprzyjaznych graczy  jest konieczny dla budowania najbardziej konstruktywnych dzialan.   Pryncypialne negatywne wartosciowanie jakichkolwiek posuniec Rosji bez uwzgledniania innych waznych elementow jest powaznym bledem.  Zreszta to generalna zasada stosujaca sie nie tylko do Rosji.   

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Slepowron 27 sierpnia 2018 23:29
28 sierpnia 2018 09:42

Działania dowolnej fundacji są z reguły  funkcją interesów największych  donatorów danej fundacji. Wszyscy aktywisci w ramach takiej fundacji muszą je uwzględniać w swojej działalności publicznej.

Nie wiem kim są najważniejsi donatorzy ww. fundacji (zwłaszcza fundusze przekazywane  z instytucji rządowych i pararządowych), ale taka informacja zwykle tłumaczy  tzw. kierunek merytoryczno-ideologiczny aktywności jej współpracowników.

Co orzeciez wcale nie oznacza, że każda fundacja rodzaju eksperckiego (analitycy polityczno-gospodarczy) jest przedsięwzięciem podejrzanym czy tez  niekorzystnym dla interesów kraju, w którym działa.

Osrodek władzy, a nie tylko srodowisko opozycyjne,  powinien  mieć wsparcie w podobnego rodzaju think tankach.

zaloguj się by móc komentować

Aquilamagna @MarekBudzisz
28 sierpnia 2018 18:30

Z punktu widzenia Szkoły Nawigatorów, wielka szkoda, że pan Marek nie znajduje czasu/energii/woli na rozmowę z czytelnikami w komentarzach.

To jego decyzja i prawo, niemniej szkoda...

zaloguj się by móc komentować

Paris @Aquilamagna 28 sierpnia 2018 18:30
28 sierpnia 2018 21:14

A mnie nie jest szkoda...

... moze nawet to i lepiej... niektore komentarze sa super... np.  Mniszyska.  Na dzis wystarczaja mi wpisy Autora, a komentatorzy, czytelnicy sami  moga taka dyskusje rozpoczac jesli chca i moga.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować