-

MarekBudzisz

Putin i kolejne 10 lat wyrzeczeń.

Wczorajszą wielką konferencję prasową Władimira Putina, trzeba było oglądać, nie zaś ograniczać się tylko do przeczytania omówienia, lub głównych tez z wystąpienia rosyjskiego prezydenta. Gdybyśmy ograniczyli się głównie do lektury jego wystąpienia, lub dziennikarskich sprawozdań, to w gruncie rzeczy nie dowiemy się wiele. Nie tylko dlatego, że, jak zauważają rosyjskie media Putin niczego sensacyjnego nie powiedział, ale również dlatego, że wiele o rosyjskim systemie władzy i roli, jaką odgrywa w nich coroczne spotkanie rosyjskiego prezydenta z dziennikarzami, dowiemy oglądając cały entourage tego przedsięwzięcie, twarze ludzi zadających pytania i słuchających odpowiedzi i wreszcie oglądając głównego aktora tego widowiska. Bo, jak napisał komentator opozycyjnego The New Times (Nowoje Wriemia), mieliśmy w gruncie rzeczy do czynienia z trwającym 3 godziny 45 minut show, w którym dziennikarze odgrywali swoje role, ale którego celem nie było dowiedzenie się czegoś nowego. W spotkaniu uczestniczyło 1702 dziennikarzy, a na żywo, na ekranach wszystkich rosyjskich kanałów telewizyjnych, które transmitowały spotkanie, każdy Rosjanin. Na salę nie wpuszczono wszystkich chętnych (np. dziennikarza opozycyjnego portalu The Insider, który chciał zapytać Putina o zgromadzone przez niego pieniądze w rajach podatkowych), innym zabierano prowokacyjne tabliczki, ale trzeba zauważyć, że inne opozycyjne media, takie jak Nowaja Gazieta były reprezentowane i nawet jej przedstawiciel został poproszony przez prowadzącego konferencję rzecznika Pieskowa o zadanie pytania.

Wracając do charakteru wczorajszego wydarzenia z udziałem Putina, to w rosyjskich mediach dość rozpowszechniony jest pogląd, że nie lubi on częstego obcowania z mediami, nie udziela wywiadów, nie publikuje w sieciach społecznościowych, a jeśli już decyduje się na publiczne występy, to w takiej „grupowej” formule. Znacznie łatwiej jest wówczas kontrolować zarówno przebieg konferencji, jak również dbać o to, aby niewygodne pytania nie pojawiały się w zbyt dużej liczbie. Nie jest tak, że ma ich nie być, bo wtedy przedsięwzięcie staje się nudne i zasadną wydaje się teza, że jego scenariusz został przez władze w szczegółach opracowany. Chodzi o to, aby nie było ich zbyt wiele, bo wówczas, podobnie jak w trakcie wywiadu dla austriackiej telewizji przed wizytą w Wiedniu Putin mógłby po pierwsze się zdenerwować, po drugie znaleźć w defensywie i po trzecie przekaz mógłby być skrzywiony. A przekaz generalny od lat jest jeden – kontrolujemy sytuację, mamy świadomość zagrożeń, ale poradzimy sobie z nimi. Czyli innymi słowy – stabilizacja i kontynuacja.

Spotkanie z prasą rozpoczęło się z tradycyjnym opóźnieniem, choć nie bardzo dolegliwym, Putin spóźnił się niecałe 15 minut. Od razu trzeba zauważyć, że sala czekała dość spokojnie, nie było oznak entuzjazmu, podobnego do ekscytacji, którą daje się zauważyć przed koncertami rockowymi, czy spotkaniami z jakiś charyzmatycznym duchownym. Choć też trzeba uczciwie napisać, że nie było świadectw znużenia czy znudzenia obecnością na sali i tym czego można się spodziewać. Zresztą „starzy wyjadacze” uczestniczyli być może w każdym z 14 podobnych wydarzeń, bo od tylu lat organizowane są te imprezy i dlatego nie poddawali się być może emocjom (choć nie wszyscy).

Pieskow był wyraźnie rozluźniony, uśmiechał się i dowcipkował, czego nie można powiedzieć o Putinie, który sprawiał wrażenie zmęczonego i zasmuconego. Spotkanie rozpoczęło się od krótkiego wystąpienia, jak co roku zresztą, rosyjskiego prezydenta, który omówił sytuacje gospodarczą, przede wszystkim dlatego, że jak sam zauważył „ma ostatnie dane Rosstatu” i w związku z tym jest najlepiej z obecnych na sali poinformowany. Pierwsze pytania jakie padły, zadawane przez dziennikarzy programów informacyjnych głównych rosyjskich kanałów telewizyjnych, też dotyczyły kwestii gospodarczych i w związku z tym można zaryzykować tezę, że ta część spotkania była dość precyzyjnie reżyserowana przez Kreml. Putin powiedział o perspektywach wzrostu rosyjskiego PKB zarówno w tym roku (1,5 %) jak i w latach następnych (dopiero po 2020 roku ma ono wzrosnąć powyżej 2 %). Nie świadczy to jego zdaniem o tym, że rząd sobie nie radzi, bo jak wprost powiedział odpowiadając na jedno z pytań, jest z pracy gabinetu zadowolony, ale o tym z jakimi wyzwaniami lat ubiegłych Rosja musiała i nadal musi się mierzyć. Te wyzwania, jego zdaniem, to z jednej strony światowy kryzys, z drugiej załamanie się cen na rynku ropy naftowej, z trzeciej zaś, uzależnienie rosyjskiej gospodarki od eksportu węglowodorów. I w opinii rosyjskiego prezydenta, dokonania ostatnich lat (od roku 2008) oceniać trzeba nie porównując się do innych gospodarek, ale do tego co Rosja w tym czasie zrobiła. A jego zdaniem zrobiła wiele – odbudowała rezerwy strategiczne, wróciła na ścieżkę wzrostu gospodarczego, zwalczyła inflację i stworzyła zalążki sukcesu lat następnych. Jakie? Przede wszystkim polegające na uniezależnianiu się od eksportu węglowodorów, które owszem są i będą rosyjskim bogactwem, ale nie można stawiać wszystkiego na jedną kartę. Pieniądze z eksportu węglowodorów mają posłużyć do budowy gospodarki „nowej generacji”, co w perspektywie kilkunastu lat pozwoli Rosji stać się jakościowo innym państwem. Po to właśnie rząd opracował kluczowe programy inwestycyjne, państwo w trybie drakońskich podwyżek podatków i gromadzenia rezerw, zgromadziło niezbędne środki, aby zbudować nowy silnik napędzający Rosję. Nie wypadło to wszystko bardzo przekonująco, bo i liczby są dla Rosji dość bezwzględne. Dzisiejsza Niezawisimaja Gazieta, przecież nie opozycyjna, publikuje wymowną grafikę, opracowaną na podstawie danych analityków rosyjskiego Alfa Banku z której wynika, że przez ostatnie 10 lat rosyjskie PKB wzrosło o 7 %, podczas gdy 10 lat do roku 2007 był to rozwój na poziomie 75 %. Ale nawet porównując ostatnią dekadę naznaczoną kryzysem wyraźnie widać dysproporcje. Podczas gdy rosyjski PKB zwiększył się w tym czasie o 7 %, to gospodarka światowa urosła o 40 %, krajów rozwiniętych o 16 %, a rozwijających się o 62 %. Jednym słowem brak argumentów na potwierdzenie tez Putina o tym, że sprawy w materii gospodarczej idą w dobrym kierunku. Jego komunikat z konferencji prasowej odczytywać trzeba jako wyraz zadowolenia z faktu, że udało się ustabilizować sytuacje makroekonomiczną, wzmocnić fundamenty (rezerwy), odbudować więzi handlowe z państwami, które tak jak Chiny nie idą razem z Zachodem. Innymi słowy deklaracje rosyjskiego Putina są deklaracjami zadowolenia z faktu, że sankcje nie okazały się bardzo szkodliwe i , że udało się zbudować to co skrótowo można określić mianem „twierdzy Rosja”, przynajmniej jeśli idzie o gospodarkę.

W planie międzynarodowym zasadnicze przesłanie Putina związane było z amerykańska polityką odchodzenia od porozumień w sprawie kontroli zbrojeń, zarówno średniego jak i zapewne dalekiego zasięgu. O postepowanie Moskwy w związku z rozwojem wydarzeń pytał dziennikarz jednej z rosyjskich telewizji, w oczach którego, dostrzegłem autentyczne (może to wynik mojej chybionej interpretacji) przerażenie. Nie tylko dlatego, że Putin powiedział w odpowiedzi, iż Rosja odpowie i ma na to środki (zarówno finansowe jak i opracowane nowe rodzaje uzbrojenia). Rosyjski prezydent dodał też, że poważnie trzeba liczyć się z rozmieszczeniem amerykańskich rakiet w Europie i tym, iż Rosja w ramach odpowiedzi wymierzy swoje pociski w europejskie miasta. Rosyjski prezydent ostrzegł też, iż jego zdaniem obserwować można niebezpieczna tendencje, póki co psychologiczną, ale tym nie mniej groźną, lekceważenia zagrożeń związanych z atakiem jądrowym. Ładunki dużej mocy postrzega się, w jego opinii, jako groźne, ale już te o znacznie mniejszej i w związku z tym ograniczona siłą rażenia, traktuje się jako „bezpieczne”. Powiedział też, co stanowić może groźne memento, że rakieta balistyczna wystrzelona z pokładu łodzi podwodnej, może nie być uzbrojona w głowice nuklearną, ale wywołać nuklearny konflikt światowy, bo nie będzie czasu aby sprawdzać jakie ładunki ona przenosi.

W tym kontekście trzeba odczytywać odpowiedzi Putina na pytania o Prigożina i działalność kontrolowanej przez niego Grupy Wagnera. Powiedział on, że po pierwsze w aktywność rosyjskich „prywatnych armii” zaangażowanych jest milion ludzi, oraz to, że Prigożin, tak jak wszyscy kremlowscy kucharze są pracownikami, bo inaczej być nie może, rosyjskich służb specjalnych. To co powiedział na ten temat odczytywać trzeba jako jasną deklarację, że za działalnością „kucharza Kremla” i rosyjskich prywatnych armii stoi państwo i chyba nie ma zamiaru się wycofywać z używanie tej nowej rosyjskiej formacji wojskowej. Tym bardziej, że jak oświadczył, nie wierzy w wycofanie się Amerykanów z Syrii, „którzy już 18 lat wycofują się z Afganistanu” i nadal tam są. Jeśli idzie o kwestie ukraińskie, to odmiennie niźli rosyjscy dziennikarze, ja wystąpienia Putina odczytuję jako niesłychanie agresywne. Przede wszystkim dlatego, że podtrzymał on tezy o prowokacji na Morzu Czarnym i o tym, że jego zdaniem Kijów szykuje następne, przede wszystkim przez wzgląd na rankingi wyborcze prezydenta Poroszenki. Taką politykę uznał za zbrodniczą i wystąpił w obronie narodu ukraińskiego. Przy okazji powiedział, że „w głowie się nie mieści” to co się stało na Ukrainie w sprawach cerkiewnych oraz, że Rosja przyjaźnie nastrojona do narodu ukraińskiego właśnie nowelizuje swe prawo, które w nowej redakcji pozwoli łatwiej i o niebo szybciej wszystkim Ukraińcom, którzy będą tego chcieli, na uzyskanie obywatelstwa rosyjskiego. Kiedy rosyjski prezydent chce bronić jakiś naród przed jego własnym, demokratycznie zresztą wybranym rządem, to zaczyna być groźnie. Zresztą w Rosji niemało jest podobnych głosów, jak choćby ostatnio dziennikarzy Komsomolskiej Prawdy, którzy rozmawiając z ministrem Ławrowem wprost pytali w tonie przygany dlaczego jeszcze Rosja nie zdecydowała o przyłączeniu wschodnio-ukraińskich „republik ludowych”. (Nawiasem mówiąc dziennikarka zaproponowała, aby Rosja do Katynia wysłała buldożery, skoro Polska likwiduje sowieckie pomniki).

Widziałem przerażenie w oczach dziennikarza rosyjskiej telewizji zadającego pytanie o rozbrojenie, bo jak sądzę on doskonale pamięta czasy sowieckie (wspominał zresztą o tym w swoim pytaniu) i wie co oznaczają słowa Putina. Odpowiedź Rosji na amerykańską politykę wyjścia z porozumień rozbrojeniowych, to wyścig zbrojeń i coraz większe wyrzeczenia, kolejne etapy „budowania twierdzy Rosja”, bo od wpływu wrogiego Zachodu trzeba się separować i zwierać szeregi. Czyli kolejne 10 lat wyrzeczeń, a jaki będzie finał?

 

 



tagi:

MarekBudzisz
21 grudnia 2018 17:48
5     950    7 zaloguj sie by polubić
komentarze:

gabriel-maciejewski @MarekBudzisz
21 grudnia 2018 19:22

Jak nie lubi...nawet w teleturnieju wystąpił

zaloguj się by móc komentować


papinka @MarekBudzisz
21 grudnia 2018 21:01

A jak tam tej Ukrainie idzie co wszysko zrobila aby stanac po slusznej stronie?  Czy tez maja 10 lat wyrzeczen przed soba czy raczej bedzie to kraj mlekiem i miodem plynacy?   Rosjanie pamietaja Jelcyniade i Harvard boys i tez patrza na Ukraine wiec chyba wizja oddanie sie w rece Zachodu nie napawa ich nadzieja.

zaloguj się by móc komentować

DWiant @MarekBudzisz
22 grudnia 2018 17:35

Obejrzę sobię tą konferencję....bo tekst powyższy doczytałem tylko do drugiego zadania. 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować