-

MarekBudzisz

Śmierć szefa GRU, czyli wojskowi przechodzą do kontrnatarcia.

W nocy ze środy na czwartek zmarł generał Igor Korobow, kierujący rosyjskim wywiadem wojskowym. Z oficjalnego komunikatu wynika, że 63-letni generał zmarł „po długiej i ciężkiej chorobie”, choć w rosyjskim interncie od razu pojawiło się mnóstwo komentarzy, że w istocie władze po cichu pozbyły się głównego rosyjskiego szpiega wojskowego. To, że zmiany w wywiadzie wojskowym nastąpią dla nikogo nie było tajemnicą po serii wpadek, jakie w ostatnim czasie zanotowało GRU. Nie chodzi tylko o sprawę otrucia Sergieja Skripala, dekonspirację ponad trzystu agentów przez Bellingcat oraz wpadkę specjalnego oddziału wysłanego do Holandii celem włamania się do sieci komputerowej międzynarodowej organizacji walczącej z rozprzestrzenianiem broni chemicznej. Zresztą seria dekonspiracji rosyjskich agentów wojskowych zdaje się nie mieć końca, bo dzisiaj (22.11) Bellingcat ujawnił prawdziwe nazwisko rosyjskiego agenta zaangażowanego w przygotowania do zamachu stanu, jaki Moskwa organizowała pod koniec 2016 roku w Czarnogórze po to aby zablokować NATO-wski akces tego kraju. Trochę niezauważona przeszła inna kompromitacja rosyjskiego wywiadu wojskowego, tym razem w przyjaznej Moskwie Austrii. 9 listopada wiedeńska Krone Zeitung poinformowała, że austriacki kontrwywiad zdemaskował wysokiego rangą oficera tamtejszej armii, który przez ostatnie 20 lat przekazywał Rosjanom tajemnice wojskowe. Skandal, jaki w efekcie tego wybuchł spowodował odwołanie moskiewskiej wizyty austriackiej minister spraw zagranicznych Karin Kneissl (ta sama na weselu której Putin był gościem). Zdaniem ekspertów długofalowe interesy Wiednia są ważniejsze niźli szpiegowski incydent i wzajemne relacje nie zostaną nadwyrężone. Jednak w mediach spotkać można i inny pogląd. Otóż zdemaskowanie rosyjskiego agenta działającego w sztabie generalnym austriackich sił zbrojnych było efektem informacji, które przekazały niemieckie służby specjalne. A to ma z kolei oznaczać, że zbyt prorosyjski kurs Austrii wzbudza irytację w Berlinie i w najbliższym czasie można spodziewać się podobnych rewelacji. Jeśli szpiegowskie skandale na linii Wiedeń – Moskwa powtórzą się, to nawet najbardziej prorosyjskiemu premierowi trudno będzie utrzymać dobrą minę i udawać, że nic się nie dzieje. 

    To trochę podobna sytuacja, jak w przypadku Grecji, do niedawna uchodzącej za jednego z głównych sprzymierzeńców Rosji w Unii Europejskiej. Jednak ostentacyjna działalność rosyjskich agentów dążących do storpedowania grecko – macedońskiego porozumienia regulującego wzajemne relacje obydwu państw zmusiła greckiego premiera Ciprasa do działania i skończyło się wydaleniem rosyjskich „dyplomatów”. Afera szpiegowska była jednak li tylko zasłoną, która skrywała realną grę interesów. W najbliższej przyszłości (a dokładnie 7 grudnia) grecki premier składał będzie wizytę w Moskwie i przecieki z administracji Putina pozwalają zorientować się jakie były przyczyny zmiany w polityce Aten. Otóż Grecy są zdania, że ponadstandardowa lojalność wobec Rosji w efekcie przyniosła faktyczne zamrożenie zachodnich, przede wszystkim amerykańskich inwestycji w Grecji. Chodzi o inwestycje w Salonikach i Kawali, których wartość, jak szacują Grecy może być oceniana na ponad miliard dolarów. Niedawne oświadczenie Ciprasa w Salonikach o celowości budowy drugiej nitki właśnie uruchomionego gazociągu Turecki Potok, który według jego stanowiska miałby przebiegać przez północną Grecję i Adriatyk po to aby w okolicach Brindisi osiągnąć brzeg Włoch, trzeba traktować jako propozycję rekompensowania przez Rosję jego krajowi tych strat.

    Tylko, że Rosja oficjalnie opowiedziała się za innym przebiegiem drugiej nitki rurociągu – miałby on biec z Turcji przez Bułgarię, Serbię, Węgry i Słowację do Austrii. Z informacji dostępnych w rosyjskich kanałach na platformie internetowej Telegram można wyrobić sobie pogląd, że wybór którejś z tych opcji jest też wyborem pewnej linii politycznej. Wariant grecki lobbować mają ponoć cywilni ministrowie odpowiedzialni za segment energetyczne w rządzie – głownie wicepremier Kozak oraz minister Nowak. Chodzi nie tylko o to, że jest to wariant krótszy i z ekonomicznego punktu widzenia zapewne rozsądniejszy, bo umożliwia dołączenie do powstającego dzięki takiemu rozwiązaniu hubu greckiego również pól gazowych w szelfie Cypru, Libanu i Izraela. Cipras chce ponoć zaproponować Moskwie, że zbuduje, oczywiście o ile zwycięży „wariant grecki”, wespół z premierem Włoch silną grupę w Unii Europejskiej opowiadającą się za zniesieniem antyrosyjskich sankcji. Ministra Kozaka wspierać w jego staraniach mają ponoć wszyscy duzi gracze biznesowi z otoczenia Putina od Rottenbergów zaczynając a na Dieripasce kończąc.

    Tylko, że konkurencyjny wariant serbski ma też możnych protektorów – w Moskwie słyszy się, że mocno lobbują go zarówno szef Rady Bezpieczeństwa Patruszew, jak i minister obrony Szojgu oraz nadzorujący sektor zbrojeniowy w rządzie wicepremier Borisow. Im chodzi również o to, aby wykorzystać „rurę” i związane z jej położeniem wielkie pieniądze dla zbudowania silniejszej obecności Rosji w państwach Bałkan Wschodnich. Ostatnio Putin mówił, że druga nitka tureckiego potoku, będzie przebiegała według wariantu serbskiego, a to oznacza intensyfikację rosyjskiej obecności na Bałkanach i obliczoną na długie lata próbę wzmocnienia tam pozycji Rosji. Taka polityka odbierana jest przez analityków jako zdecydowanie bardziej agresywna.

    W rosyjskich elitach to nie jedyne, nasilające się ostatnio, płaszczyzny konfliktu. Spory i walki frakcyjne nieraz przybierają niespotykane w dotychczasowej historii Rosji formy. Pod koniec ubiegłego tygodnia odbyło się zgromadzenie 357 delegatów, reprezentujących 18 organizacji aktywnych w 52 regionach Rosji, zrzeszających rosyjskich weteranów. Konferencja odbywała się pod hasłem Prywatne firmy wojskowe – zguba armii oraz pod szyldem „nas tu nie ma”, parafrazując w ten sposób znaną formułkę używaną przez rosyjskich propagandystów w rodzaju rzecznika Kremla Pieskowa, który w ten sposób zwykł odpowiadać na pytania dziennikarzy o obecność rosyjskich najemników w różnych krajach na świecie. Zgromadzenie rosyjskich oficerów, i rzecz to w historii Rosji niebywała, poparło stanowisko „weteranów” prywatnych armii, w rodzaju tzw. grupy Wagnera czy Patriot, którzy wystąpili z oficjalną skargą przeciwko rosyjskiemu rządowi do prokuratora badającego zbrodnie wojenne afiliowanego przy międzynarodowym trybunale w holenderskiej Hadze. Chodzi o to, że najemnicy od lat domagają się statusu weteranów, a przede wszystkim związanych z nim świadczeń, zarówno zasiłków, jak i pomocy medycznej, rent dla wdów i sierot po poległych. Jednym słowem prezentują stanowisko – walczymy dla Rosji w wielu światowych konfliktach, Rosja na tym zyskuje, powinniśmy być więc traktowani jak żołnierze. I nawet w swoim czasie dostali wsparcie o prezydenta Putina, który im obiecał, że stosowna ustawa legalizująca działalność „prywatnych firm wojskowych” zostanie uchwalona. Jednak ostatnio, gotowy już projekt odłożono na półkę. Podobno z tego powodu, że wbrew oficjalnemu stanowisku rosyjskich władz setki walczących w prywatnych armiach rosyjskich w kilkunastu konfliktach na świecie zginęło, a liczba rannych i kontuzjowanych może być liczona w tysiącach. Z ekonomicznego punktu widzenia przyznanie tym „psom wojny” statusu weteranów może być po prostu nieopłacalne. Tylko, że oni nie mają zamiaru siedzieć cicho – domagają się oficjalnego śledztwa, bo chcą przedstawić świadków, dowody, dokumenty o tym, że walczyli w interesach Rosji w kilkunastu państwach afrykańskich i azjatyckich. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że najemnicy zyskali poparcie organizacji weteranów, które są kontrolowane przez przedstawicieli rosyjskich resortów siłowych. Prezes Ogólnorosyjskiego Zebrania Oficerów Szabajew mówi w wypowiedziach dla mediów, że trzeba prywatne armie uznać, albo je zlikwidować jako organizacje na gruncie rosyjskiego prawa nielegalne. Ich twórców i politycznych patronów należy w jego opinii traktować tak jak traktuje się stojących na czele zorganizowanych grup przestępczych.

    To wystąpienie wymierzone jest w słynnego „kucharza Kremla” Prigożina, twórcę i politycznego patrona tzw. Grupy Wagnera. W rosyjskich mediach w ostatnich tygodniach znaleźć można wiele materiałów opisujących drogę biznesową i polityczną tego ambitnego przedsiębiorcy. Ta obfitość „kompromatów”, zdaniem niektórych obserwatorów świadczy o tym, że walczą ze sobą na noże z jednej strony frakcja ministra Szojgu, z drugiej zaś ludzie związani z Prigożinem, w otoczeniu którego też niemało specjalistów z wywiadu, tylko, że cywilnego. Chodzi ponoć o to, że Szojgu dostał białej gorączki po tym jak Prigożin zaproszony został na oficjalne rozmowy z feldmarszałkiem Haftarem z Libii, który był goszczony w Moskwie. Niedawno brytyjska prasa, powołując się na źródła wywiadu informowała, że Rosjanie potajemnie budują w Libii, na terenach kontrolowanych przez siły Haftara, dwie bazy – jedną dla sił specjalnych, drugą, której zadaniem ma być zaopatrzenie rosyjskich okrętów. O tym, że najemnicy z Grupy Wagnera są w Libii wiadomo już od dawna. Ale teraz, niemal w przeddzień uregulowania konfliktu zaczyna się ostra walka między frakcjami w rosyjskich establishmencie o koncesje na wydobycie ropy naftowej i gazu ziemnego. Rosyjscy wojskowi chcą być w Libii jedynymi gospodarzami i nie na rękę jest im rozpychający się Prigożin.

    Zaryzykuję tezę, że ostatnie spektakularne wpadki wywiadu wojskowego nie były dziełem przypadku, tylko wypuszczeniem przygotowanych zawczasu materiałów przez jedną z rosyjskich frakcji, po to aby osłabić pozycję wojskowych. Ci przetrzymali atak, choć ponieśli straty, a szef GRU (pozostańmy przy starej terminologii) z frasunku się rozchorował i „zmarł”. Teraz, jak się wydaje, wojskowi przechodzą do kontrataku. Będzie ciekawie. 



tagi:

MarekBudzisz
22 listopada 2018 17:59
5     1441    10 zaloguj sie by polubić
komentarze:
smieciu @MarekBudzisz
22 listopada 2018 19:17

Zaryzykuję tezę, że ostatnie spektakularne wpadki wywiadu wojskowego nie były dziełem przypadku

Te wpadki były tak żałosne że musiały chyba być organizowane przez same GRU. Tam naprawdę dzieją się dziwne rzeczy.

Ja w każdym razie konsekwentnie stawiam na to że u Rusków prędzej czy później dojdzie do wojny domowej, której efektem będzie ostateczna likwidacja tego kraju (jako mocarstwa). Ale po drodze mogą się zdarzyć różne rzeczy.

A poza tym ciężko też nie odnieść wrażenia że ktoś tam jednak trzyma wszystko za mordę i nikt nie jest bezpieczny. Że taki Szojgu czy Prigożin są jedynie takimi twarzami dla mas. Że nie oni decydują choć akurat im być może wyznaczono role stworzenia stron konfliktu.

zaloguj się by móc komentować

Nova @MarekBudzisz
22 listopada 2018 20:20

   Jak Pan pisze o tych prywatnych armiach i stawianiu się przez nie rządowi, człowiekowi przychodzi na myśl, czy ktos z zewnątrz nie spróbuje podkupić tych bojówek i wykorzystać przeciwko Rosji. Ot tak jak kiedyś wojko Kozackie było wykorzystane przeciw Rzeczypospolitej. Dzieje się u Rosjan.

zaloguj się by móc komentować

saturn-9 @smieciu 22 listopada 2018 19:17
22 listopada 2018 21:51

A poza tym ciężko też nie odnieść wrażenia że ktoś tam jednak trzyma wszystko za mordę i nikt nie jest bezpieczny.

Gdy się czyta u Gospodarza zdanie z trzema 'protezami cyfrowaymi':

Pod koniec ubiegłego tygodnia odbyło się zgromadzenie 357 delegatów, reprezentujących 18 organizacji aktywnych w 52 regionach Rosji, zrzeszających rosyjskich weteranów.

To trudno oprzeć się wrażeniu, że conajmniej od strony medialno-propaganowej wszystko jest we właściwych rękach. Trzy razy protezy podpowiadające wyczulonemu więcej niż normalnemu czytelnikowi się zdaje.

Takiej kumulacji jeszcze nie spotkałem na tym blogu.

Wyrażam niniejszym podziękowanie Gospodarzowi, że zadaje sobie trud nas (rosyjskich namiarów w sieci omijających czytelników) regularnie informować o pojawianiu się namolnych, ezoterycznych "plam oleju".

52 = 26 + 26 (tabernakulum właściwe? ); 18 ulubiona proteza rozedrganych 'ciapciuchów' owego 'starca z gór' ; 357 bardzo poważana, nie tylko przez Chińczyków, trójka z kwadratu magicznego.

zaloguj się by móc komentować

papinka @MarekBudzisz
23 listopada 2018 01:54

Fajnie byc kremlinologiem. Chyba nie ma innej dziedziny, w ktorej nie tracilo by sie profesjonalnej reputacji snujac spiskowe teorie i piszac insynuacyjne teksty poza kremlinologia.   A tu autor pozwala sobie na poziom analiz z brytyjskiego Daily Mail czy amerykanskiego National Enquirer i teksty te zdaje sie firmuje powazny think tank.  Ale nawet taki National Enquirer moze czasami napisac cos powaznego inaczej nie wyslano by mu koperty z waglikiem w 2001.

zaloguj się by móc komentować

gorylisko @papinka 23 listopada 2018 01:54
23 listopada 2018 09:40

odnoszę wrażenie, że czytanie tekstów autora i jego krytyka to obowiązek służbowy...dużo płacą ? też bym chciał poczytać i zarobić...

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować