-

MarekBudzisz

Strach rosyjskich elit widać gołym okiem.

W Dumie miało miejsce wydarzenie, które w rozwiniętych demokracjach Zachodu przeszło niemal niezauważone, ale w Rosji wywołało sensację. Chodzi o wystąpienie ministra Orieszkina, który w ramach „rządowego kwadransu” miał przedstawiać wyniki polityki w zakresie wspierania małych i średnich przedsiębiorstw. Minister wystąpił, pochwalił się statystykami a potem miał odpowiadać na pytania deputowanych. Tylko, że ci chcieli przede wszystkim wiedzieć dlaczego, choć minął już rok od ogłoszonej przez prezydenta Putina kolejnego pakietu „ukazów majowych” których celem jest pobudzenie koniunktury w rosyjskiej gospodarce (inwestycje infrastrukturalne), ale przede wszystkim naprawa kulejącej sfery socjalnej (ochrona zdrowia, edukacja, nauka etc.), niewiele z tych zapowiedzi udaje się zrealizować, nawet zacząć. Domagali się dokładnych danych ile pieniędzy trafiło do potrzebujących regionów, co zrobiono i dlaczego idzie tak wolno. Niektórzy, obdarzeni temperamentem polemicznym, tacy jak Żyrinowski mówili wprost, że opieszałość rządu w realizacji postawionych mu przez Putina zadań to sabotaż „za który za Stalina szło się pod ścianę”. Orieszkin, który miał mówić o małych i średnich przedsiębiorstwach nie był przygotowany do zdawania relacji ze stopnia zaawansowania niemal wszystkich rządowych programów. I w tym momencie wtrącił się, przerywając wystąpienie ministra, przewodniczący Dumy Wołodin, który powiedział, że nie ma sensu kontynuować tego spotkania, lepiej byłoby gdyby minister przyszedł przygotowany i daje mu czas na „odrobienie pracy domowej”. Innymi słowy wyprosił go z trybuny parlamentu, nakazał lepsze przygotowanie i zapowiedział ciąg dalszy najpewniej na początku kwietnia. Czegoś takiego rosyjscy deputowani ery putinowskiej jeszcze nigdy nie oglądali. Nigdy do tej pory nie zdażyło się aby urzędujący minister, mniejsza o to czy jego wystąpienie było dobre czy słabe, nie mógł dokończyć swego przemówienia. Wołodin potraktował młodego ministra (36 lat) trochę jak uczniaka publicznie go krytykując i nakazując poprawę. 

    Jednak znacznie ciekawsze jest wyjaśnienie powodów takiego, jak na rosyjskie standardy, niecodziennego zachowania marszałka Dumy. Możliwe są trzy wyjaśnienia. Po pierwsze w Rosji począwszy od zeszłorocznej reformy polegającej na podwyższeniu wieku emerytalnego spadają notowania władz. Wydawało się, że po ostatnim socjalnym wystąpieniu Putina na Radzie Federacji trend ten uda się odwrócić, ale wyniki ostatniego badania opinii publicznej, zaprezentowane przez rządowy ośrodek WCIOM nie potwierdziły tych nadziei. Poziom zaufania Rosja do prezydenta Putina obniżył się do 32 % wg. badania przeprowadzonego 3 marca. Pod koniec stycznia wynosił on 32,8 %. Spadek może niewielki, ale i tak notowania są na rekordowo niskim poziomie. Inni rosyjscy politycy też mają powody do niepokoju –tylko dwóch z objętych sondażem (Szojgu i Ławrow) cieszy się zaufaniem które przekracza 10 % (odpowiednio 14,6 % i 13,4 %), inni, w tym z grona tzw. opozycji systemowej, mają zaufanie na poziomie jednocyfrowym. I wszystkim spada. Do badania, co też trzeba odnotować, po raz pierwszy włączono pytanie o zaufanie do liderów tzw. opozycji pozasystemowej (Nawalny), lub takich którzy za opozycję chcą uchodzić (Sobczak). Oni też nie cieszą się zaufaniem Rosjan – odnotowali odpowiednio 1,8 % i 0,1 %. Może dlatego, mimo braku zaufania ponad połowa ankietowanych dobrze ocenia pracę Putina (64,3 %) i Miedwiediewa (36,5 %), choć obydwa wskaźniki systematycznie spadają. Trudno te wyniki skomentować inaczej niźli jako wyraźny sygnał społeczeństwa Rosji wysłany elitom władzy o rosnącym niezadowoleniu z ich poczynań. Ludzie nie widzą jeszcze politycznej alternatywy (stąd niskie notowania Nawalnego) i możliwe, że jej nie dostrzegą, ale niezadowolenie jest faktem. I to właśnie z nim przyjdzie mierzyć się już niedługo deputowanym do rosyjskiej Dumy, którzy rozjadą się w teren przygotowywać do zapowiedzianych za dwa lata wyborów. A tu zmian nie widać – co prawda wzrost gospodarczy Rosji w ubiegłym roku był wyższy niźli pierwotne szacunki, ale wielu sądzi, że stało się to głównie w wyniku statystycznych sztuczek. Ale nawet gdyby uznać, że Rosstat prawidłowo wszystko policzył, to nie przełożyło się to na wzrost dochodów do dyspozycji Rosjan, które spadają piąty rok z rządu. Perspektywy tego roku, gdyby koncentrować się na prognozach samego ministra Orieszkina, są gorsze, a zatem trudno przypuszczać aby statystycznym Rosjanom żyło się łatwiej, nawet nie biorąc pod uwagę spodziewanej nowej rundy sankcji. Stąd rosnące rozdrażnienie deputowanych i przedstawicieli średniego szczebla rosyjskiej elity, bo oni na co dzień mierzą się z niezadowoleniem Rosjan. Wołodin w świetle tej interpretacji, czując na plecach niezadowolenie deputowanych chciał pokazać opinii publicznej, że Duma tez nie jest zadowolona z wyników pracy rządu.

    Inna interpretacja związana jest z rokiem 2024, kiedy to kończy się obecna kadencja władcy Rosji a w świetle obowiązującej konstytucji nie może być następnej. W swoim czasie rosyjskie media pisały, że Orieszkin jest jednym z ulubionych ministrów Putina i nie można wykluczyć, że stanie się Delfinem. Sam minister miał w jednym z wywiadów nieostrożnie powiedzieć, że taka perspektywa jest bliska jego sercu. Tylko, że kierujący pracami Dumy Wołodin tez chciałby znaleźć się na miejscu Putina. Jest mu w oczywisty sposób na rękę to aby „twarzą” niepopularnej polityki rosyjskiego rządu był minister Orieszkin. Zresztą Wołodin gra bardzo zręcznie, bo niedawno zaproponował zmiany w rosyjskiej konstytucji, tak aby Putin mógł sprawować swój urząd więcej niźli dwie kadencje. Sygnał jest oczywisty – nie jestem zainteresowany władzą, wspieram Putina. Dla niego jest to sytuacja typu win – win. Jeśli Putin zostanie, to Wołodin poprawi swoje notowanie, jeśli odejdzie, to Wołodin będzie jednym z najbardziej lojalnych, a Orieszkin tym, na którym koncentrował się będzie „gniew ludu”.

    Wreszcie trzeba też pamiętać, że starcie Wołodin – Orieszkin mogło mieć charakter przypadkowego „zbiegu okoliczności”. Precyzyjnie rzecz ujmując nie samo starcie, bo dla trwającej w rosyjskich elitach władzy rywalizacji o wpływy i znaczenie, to normalność, ale przypadkowym mogło być to, że nastąpiło ono publicznie, co przez ostatnie 20 lat się nie zdarzało. Zdaniem rosyjskich politologów może to świadczyć o rosnących w elitach władzy napięciach wywołanych emocjami na tle spadających notowań i trudnej sytuacji gospodarczej.

    Tym bardziej, ze jeszcze w tym roku obóz władzy czekają trudne wybory na stanowiska gubernatorów. Już wybory w roku ubiegłym pokazały, że monopol Jednej Rosji jest zagrożony. W strategicznie ważnym okręgu Primorskim (Władywostok) zdaniem wielu niezależnych analityków władze musiały uciec się do sfałszowania wyborów, a potem przy użyciu metod administracyjnych nie dopuścić do kandydowania lokalnego komunisty, który zbuntował się wobec nakazów swej partyjnej centrali i chciał kandydować jako niezależny. Tylko, że tej jesieni będą miały miejsce wybory w co najmniej czterech bardzo z perspektywy władz „problematycznych” regionach, w tym tak dla sytuacji w kraju kluczowym jak Petersburg. (inne to Sachalin, okręg Zabajkalski i Lipiecki). Jeszcze w ubiegłym roku władza, w ramach przygotowań do wyborów w Petersburgu, który ma nie tylko symboliczne znaczenie, ale jest też drugą rosyjska aglomeracją, przy czym taką w której siły opozycji i nastroje społeczne zawsze uchodziły za najsilniejsze w skali kraju, doprowadziły do zmiany na stanowisku gubernatora. Nowy pełniący obowiązki gubernatora Biegłow, (ponoć blisko związany z petersburskim biznesmenem Prigożinem) uchodził za dobrego kandydata, faworyta wyborów. Tylko, że już po jego nominacji, prócz pikujących nastrojów Rosjan miały również miejsce inne, zdawałoby się drobne, ale znaczące wydarzenia. W Petersburgu ludzie wściekli się dlatego, że miasto praktycznie nie było oczyszczane ze śniegu, a jeszcze na dodatek zawalił się dach w nie remontowanej od lat wyższej uczelni. I teraz, jak donoszą, rosyjskie kanały informacyjne na platformie Telegram, przeprowadzono nieoficjalne badania popularności Biegłowa, które wypadły tak źle, że do północnej stolicy przyjechała silna grupa, którą kieruje Andriej Jarin, odpowiadający w administracji rosyjskiego prezydenta za politykę wewnętrzną, w tym wyniki wyborów. Na dodatek rosyjska opozycja, w tym i bloger Nawalny, wyciągnęła wnioski z wyników badania opinii publicznej i chce zbudować, właśnie przy okazji wyborów w Petersburgu, lewicową alternatywę wobec obozu władzy. Chodzi nie tylko o to, że Jedna Rosja uważa się za formacje konserwatywną i prawicowa, ale o to, że ze wszystkich sondaży wynika, iż Rosjanie chcą więcej sprawiedliwości społecznej, mniej nierówności, zwiększenia wydatków na cele socjalne.

    Wydaje się, że nie jest też kwestią przypadku, to że tydzień temu w trakcie odbywającej się w Moskwie konferencji naukowej poświęconej strategii wojskowej, wystąpił z długim wykładem szef rosyjskiego Sztabu Generalnego generał Gierasimow. Jego wystąpienie w całości przedrukowała gazeta armii – Krasnaja Zwiezda, więc można było się zapoznać z przemyśleniami głównego stratega Rosji. Otóż odwołał się on do najnowszej, jego zdaniem, amerykańskiej doktryny strategicznej, którą w skrócie nazwał „strategią konia trojańskiego”. Ma ona, jego zdaniem, polegać na użyciu wszystkich dostępnych również i nie mających charakteru militarnego sposobów osłabienia potencjalnego przeciwnika. Zaliczyć do niej można również, a może przede wszystkim, oddziaływanie informacyjne i propagandowe (może dlatego Duma uchwaliła w minionym tygodniu nowe prawo zakładające karanie za umieszczenie w sieci informacji, których celem jest szkalowanie władzy), próby wzbudzenia niezadowolenia ludności, ruchów separatystycznych czy nawet posłużenia się pomocą humanitarną, aby osłabić i złamać wolę oporu. Kluczową rolę w tym działaniu mają „kolorowe rewolucje”, ale przeczulenie Moskwy na tym tle, nie jest rzeczą nową. Ale Gierasimow powiedział coś jeszcze. Otóż rosyjska armia, jego zdaniem jest przygotowana na taki rozwój wydarzeń, ma opracowane procedury i jest w stanie zbrojnie reagować jeśli tego rodzaju wypadki będą miały miejsce. Z naszego punktu widzenie istotne jest to, że rosyjski generał mówił o strategii „wyprzedzającego uderzenia obronnego”. Obronność rosyjskiego ataku ma cechować się tym, że nie będzie on długotrwały, raczej będzie to „mała wojenka”, której celem jest zniszczenie zagrożenia. Po osiągnięciu tego, do gry wchodzi dyplomacja i sieć powiązań międzynarodowych pozwalających oddalić perspektywę wojny na wielką skalę. Oczywiście o tym co jest zagrożeniem decydują sami Rosjanie, a doktryna ta obejmuje nie tylko Rosję, ale również ich sojuszników. Ale z punktu widzenia sytuacji wewnętrznej w Rosji inne przesłanie tego wystąpienia jest istotne – otóż Gierasimow niedwuznacznie zakomunikował, że niepokoje społeczne, czy regionalne (np. na tle narodowościowym) będą traktowane jako zaplanowany przejaw agresji sił obcych i rosyjska armia nie zawaha się walczyć z nimi z bronią w ręku. Całe to przesłanie, jak zauważył Aleksznder Golc, niezależny rosyjski analityk wojskowy, w sposób dość luźny ma się do amerykańskiej doktryny określanej mianem „konia trojańskiego”. Generał David Goldfein, dowodzący amerykańskimi siłami powietrznymi w rozmowie z analitykiem Brookings Institute, na którą powoływał się Gierasimow, mówił o potrzebie wprowadzenia na wyposażenie większej liczby myśliwców F – 35. W miejsce obecnych 312 obecnych szwadronów amerykańska armia winna mieć 386. Przy czym przewaga F – 35 ma prowadzić do tego, że są one trudne do wykrycia, i w związku z tym grupy uderzeniowe mogą łatwiej przeniknąć na tyły przeciwnika. Gdzie tu mowa o „kolorowych rewolucjach”? Ale strach jak wiadomo ma wielkie oczy i każdy czyta zagrożenia tak jak postrzega sytuację. Gerasimow najwyraźniej obawia się, że najpierw w Rosji wybuchną zamieszki a to może skłonić Stany Zjednoczone do rozpoczęcia uderzenia. 



tagi:

MarekBudzisz
9 marca 2019 12:11
3     1371    10 zaloguj sie by polubić
komentarze:
DWiant @MarekBudzisz
9 marca 2019 13:03

W Rzeszowie Ukraincy zdejmuja polskie flagi...... http://www.bibula.com/?p=107010

zaloguj się by móc komentować

darkforce @MarekBudzisz
9 marca 2019 13:31

Ciekawe. Nie przypominam sobie by w Polsce Marszałek tak potraktował ministra. I jakoś nie słychać popiskiwań: jak nie Putin to kto? Pozostaje wrażenie że parlamentażyści w Moskwie bardziej liczą się z ocenami obywateli niż parlamentażyści polscy. 

zaloguj się by móc komentować


zaloguj się by móc komentować